Thai to nazwa regionu, która stała się nazwą handlową. W katalogach hodowlanych opisuje materiał pochodzący z Tajlandii. Nie odsyła jednak do jednej rośliny, tylko do całej puli. Tymczasem sama Tajlandia ma dziś cztery własne, opisane odmiany krajowe. Żadna z nich nie nazywa się Thai.
Thai w skrócie
| Inne nazwy w obiegu | Thai Stick, Thai Sativa, tajska sativa |
| Hodowca | brak — odmiana miejscowa, bez autora i roku |
| Rodowód | populacje z Tajlandii; zapisu rodziców nie ma |
| Typ | sativa według deklaracji hodowców |
| THC | 15–20% zależnie od źródła; duża baza podaje 19% |
| Kwitnienie | 12–16 tygodni, w części opisów jeszcze dłużej |
| Terpen wiodący | sporny — jedne źródła wskazują terpinolen, inne kariofilen |
Cztery tajskie odmiany, o których katalog zachodni milczy
To najciekawsza rzecz w tym haśle. Tajlandia opisała i zarejestrowała własne odmiany konopi. Nazwy nadano im po tajsku, według miejsca pochodzenia i wyglądu rośliny.
Pierwsza to Hang Kra Rok Phu Phan ST1. Nazwa znaczy „ogon wiewiórki” i opisuje kształt kwiatostanu. Druga to Hang Suea Sakon Nakhon TT1, czyli „ogon tygrysa”, z prowincji Sakon Nakhon. Dwie kolejne wzięły nazwę od pasma Tanaosri przy granicy z Mjanmą. Są to Tanaosri Kan Khaw WA1 oraz Tanaosri Kan Daeng RD1. Tę drugą rozpoznaje się po czerwonych łodygach i ogonkach liści.
Najważniejsza jest jednak ich chemia. Opisy podają, że jedna z nich ma THC i CBD w zbliżonych proporcjach. W kolejnej CBD przeważa nad THC. To dwa związki z grupy charakterystycznej dla konopi, więc taki układ da się porównywać wprost.
W obiegu zachodnim słowo „Thai” znaczy: mocna sativa równikowa o znikomym CBD. W tajskim rejestrze pod tajskimi nazwami stoją rośliny o innym układzie. Dwie nazwy opisują więc dwa różne obiekty. Materiał, który Tajlandia uznaje za swój, i materiał, który Zachód nazywa tajskim, to nie to samo.
Jest w tym jeszcze jedna ironia. Odmianom miejscowym zwykle zarzuca się brak dokumentacji. Akurat te cztery mają ją pełną, tyle że nikt na Zachodzie nie sprzedaje ich pod tymi nazwami.
Thai stick: cztery wyjaśnienia jednej nazwy
Najsłynniejsze określenie związane z tajskimi konopiami nie jest nazwą odmiany. Krążą przy tym co najmniej cztery wersje tego, skąd się wzięło.
Pierwsza mówi o postaci towaru. Kwiatostany układano wokół cienkiego patyka i spinano włóknem w podłużną sztabkę. Nazwa opisywała więc opakowanie, a nie roślinę.
Druga przypisuje pomysł ludom z północnego wschodu kraju, na długo przed pojawieniem się tam Amerykanów. Trzecia wiąże nazwę po prostu ze sposobem suszenia. Czwarta, najbardziej barwna, mówi o maczaniu sztabek w opium.
Ta ostatnia jest najsłabiej udokumentowana. Większość opracowań uznaje ją za plotkę z epoki, która narosła wokół rzeczywistej mocy materiału. Pojedyncze źródła podają, że gdzieniegdzie sztabki maczano w żywicy — ale i one piszą o tym w trybie przypuszczającym.
Wspólny wniosek jest taki, że pod jedną nazwą krążył materiał z różnych prowincji. Rozpoznawalność brała się z wyglądu przesyłki, nie z powtarzalnej genetyki. Dlatego dwa opisy „Thai” z tamtych lat potrafią się nie zgadzać w niczym poza regionem.
Nazwa została, towar zniknął
Materiał tajski trafiał na zachodnie wybrzeże Stanów w latach 60. i 70. Droga wiodła przez porty i lotniska Azji Południowo-Wschodniej, a nie lądem, jak w przypadku materiału afgańskiego.
W latach 80. przywóz się urwał. Nazwa przetrwała jednak dłużej niż towar i została w katalogach jako człon rodowodu. Samodzielnych pozycji „Thai” jest dziś niewiele, za to nazw złożonych sporo: Chocolate Thai, Purple Thai, Lemon Thai.
Samo „Thai Stick” wróciło zaś jako nazwa handlowa. Bywa nadawane materiałowi bez udokumentowanego związku z Tajlandią.
Rodowodu brak, potomstwo ogromne
Thai nie ma rodziców w rozumieniu hodowlanym. Zamiast rodowodu ma zasięg geograficzny. Znaczenie tej puli widać dopiero w potomstwie.
Materiał tajski jest jedną z linii wyjściowych Haze, obok meksykańskiej, kolumbijskiej i południowoindyjskiej. Przez Haze wchodzi do sporej części katalogu sativ. Osobno pojawia się w Blueberry przez Purple Thai i w AK-47.
Jest też przykład odwrotny. W latach 80. skrzyżowano materiał tajski z Durban Poison, żeby skrócić kwitnienie. Wynik dojrzewał w osiem do dziesięciu tygodni zamiast czterech miesięcy. Tak wygląda praktyczny powód, dla którego czystych pozycji tajskich w katalogach prawie nie ma.
Roślina, która nie mieści się pod dachem
Opisy zgodnie podają rozmiary trudne do opanowania. Na wolnym powietrzu rośliny sięgają trzech, a nawet czterech metrów.
Kwitnienie trwa zwykle od dwunastu do szesnastu tygodni. Część opisów tajskich pozycji z gór mówi nawet o czterech miesiącach. Kwiatostany są wydłużone i luźne, z piętrami rozstawionymi szeroko wzdłuż pędu. Listki są wąskie i długie, barwa jasnozielona.
Luźna budowa kwiatostanu ma jeden praktyczny skutek: powietrze przechodzi przez niego swobodnie, więc materiał gorzej pleśnieje w wilgoci. To cecha wprost wynikająca z klimatu, w którym te populacje powstały.
Opisy wskazują też skłonność do wytwarzania kwiatów obu płci na jednej roślinie. W hodowli towarowej jest to wada trudna do usunięcia. Zmienność między roślinami jest tu większa niż w liniach hodowlanych.
Terpeny: dwa różne czoła profilu
Źródła rozchodzą się także tutaj, i to zasadniczo.
Opracowania poświęcone materiałowi równikowemu stawiają na czele terpinolen. To świeży, żywiczny zapach znany z jałowca i drzewa herbacianego. Prowadzi on profil rzadko, a niemal wszystkie odmiany z nim na czele mają w rodowodzie materiał równikowy. Terpinolen na pierwszym miejscu bywa więc czytany jak znacznik pochodzenia.
Duża baza odmian podaje jednak zupełnie inną czołówkę. Wskazuje kariofilen, ten sam związek, który daje ostrość czarnemu pieprzowi. Dalej stawia mircen o zapachu chmielu i tymianku oraz limonen, czyli zapach skórki cytryny.
Sam zapach opisywany jest jako cytrusowo-ziołowy i wyraźnie kwaśny. W tle pojawia się warstwa sucha i ciemna, bliższa tytoniowi i herbacie. Część relacji z epoki wspomina też nutę paliwową, ale ta może pochodzić raczej ze sposobu pakowania i miesięcy podróży niż z samej rośliny.
Trzeba przy tym dodać zastrzeżenie, którego przy linii hodowlanej by nie było. Opis populacji obejmuje przedział, a nie punkt. Sama ta rozpiętość jest informacją o materiale, nie usterką opisu.
Rzadka cząsteczka w oznaczeniach
W części oznaczeń materiału z tego regionu pojawia się THCV. To jeden ze związków charakterystycznych dla konopi, spokrewniony z THC, ale rzadko obecny w liczącej się ilości.
Jedno z opracowań podaje przy materiale wyspiarskim wartość rzędu czterech procent. To wynik dla pojedynczej próbki, nie cecha całej puli. Wskazuje jednak kierunek, w którym warto by tę pulę przebadać.
Co raportują użytkownicy
To, co niżej, nie jest naszą oceną odmiany. To zestawienie relacji, które w zagranicznym serwisie zostawiło około stu siedemdziesięciu osób.
Powtarzają się w nich trzy określenia: skupienie, energia i kreatywność. Z tego powodu materiał opisywany tą nazwą bywa przedstawiany jako dzienny.
Te relacje trzeba czytać z zastrzeżeniem. Pochodzą od osób, które same zgłosiły swoje wrażenia. Nie są badaniem i nie ma badań klinicznych, które by je potwierdzały.
Dochodzi do tego problem opisany wyżej. Skoro „Thai” to nazwa puli, a nie linii, część osób opisywała po prostu inny materiał.
Działania niepożądane i ryzyka
Ta sama grupa wymienia też odczucia nieprzyjemne, i to równie chętnie.
Na pierwszym miejscu stoi tu niepokój. To odczucie odwrotne do skupienia, o którym pisze inna część tych samych osób. Dalej wymieniane są suchość w ustach i suchość oczu.
Ryzyko niepokoju i przyspieszonego tętna rośnie przy wysokiej zawartości THC. Konopie wpływają też na zdolność prowadzenia pojazdów i obsługi maszyn. Osobną grupą ryzyka są osoby poniżej 25. roku życia, u których mózg wciąż się rozwija. Literatura wskazuje w tej grupie wyższe ryzyko następstw psychicznych. Znaczenie mają również interakcje z przyjmowanymi lekami.
Nota redakcyjna
Odmiany miejscowe nie mają dokumentacji hodowlanej. Pochodzenie opisujemy przez region, a nie przez rodziców. Wyjątkiem są cztery odmiany zarejestrowane w Tajlandii — ich opisy pochodzą z materiałów tamtejszych instytucji i nie mamy jak sprawdzić metod pomiaru.
Historia Thai sticków opiera się na relacjach z czasów, gdy obrót był w pełni nielegalny. Krążą co najmniej cztery wersje pochodzenia nazwy i podajemy je wszystkie, bo żadnej nie da się dziś rozstrzygnąć.
Udział materiału tajskiego w rodowodach Haze, Blueberry czy AK-47 to rekonstrukcja powtarzana przez katalogi hodowlane, nie zapis z rejestru. Dane o terpenach i zawartości THC pochodzą z różnych źródeł i rozchodzą się między sobą — podajemy je w całości zamiast wybierać jedną wersję.
Opisy odczuć pochodzą z relacji zebranych poza naszą redakcją. Podajemy je jako materiał informacyjny, a nie jako ustalenie ani zalecenie.


Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.