North American Indica to nazwa, która obiecuje coś niemożliwego. Katalogi opisują ją jako dawną odmianę rodzimą dla Ameryki Północnej. Konopie nie pochodzą jednak z tego kontynentu. Ciekawe jest to, że prawdziwa północnoamerykańska populacja konopi istnieje — tylko jest dokładnym przeciwieństwem tego, co nazwa zapowiada.
North American Indica w skrócie
| Inne nazwy w obiegu | North American, NA Indica, North America Indica, północnoamerykańska indica |
| Hodowca | brak — nazwa zbiorcza, bez autora i roku |
| Rodowód | nieustalony; materiał środkowoazjatycki selekcjonowany za oceanem |
| Typ | indica (100/0 w opisach katalogowych) |
| THC | 17–19% w opisach katalogowych, bez oznaczeń partii |
| Terpen wiodący | mircen w opisach materiału afgańskiego |
Co katalogi piszą, a co z tego wynika
Opisy tej pozycji brzmią w kółko tak samo. Jeden mówi o odmianie „rodzimej dla regionów Ameryki Północnej”. Drugi o roślinach „rosnących tam naturalnie”.
Obie formuły opisują to, co po polsku nazywamy odmianą miejscową. Chodzi o populację ukształtowaną przez pokolenia w jednym regionie, bez krzyżowania z innymi. Fachowo mówi się na to landrace.
Problem w tym, że konopie nie są w Ameryce Północnej rośliną rodzimą. Przywieziono je tam, jak pszenicę czy jabłonie.
Materiał szerokolistny, o który w tej nazwie chodzi, dotarł za ocean jeszcze później. Nasiona z rejonu Hindukuszu przywozili zbieracze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.
To kilka dekad, nie stulecia. Za mało, żeby powstała odmiana miejscowa.
Prawdziwa populacja jest, tylko inna
Tu robi się ciekawie. Ameryka Północna ma własną, zdziczałą populację konopi — i to sporą.
Nazywa się ją potocznie chwastem z rowów. Wywodzi się z upraw włóknistych prowadzonych od XVIII do XX wieku. Rośliny uciekły z pól i utrzymały się same, na nieużytkach, przy torach i wzdłuż strumieni.
Badania genetyczne obejmujące setki roślin z kilkunastu stanów pokazały dwie rzeczy. Populacja ta jest wyraźnie odrębna od innych konopi na świecie. Najbliżej jej natomiast do dawnych europejskich odmian włóknistych.
I to jest właśnie sedno. Jedyna naprawdę zadomowiona populacja konopi w Ameryce Północnej to materiał włóknisty pochodzenia europejskiego. Nie ma z nim nic wspólnego roślina szerokolistna z Hindukuszu, którą ta nazwa opisuje.
Etykieta zamiast identyfikatora
Nazwy w katalogu odmian dzielą się na dwie grupy.
Pierwsza to nazwy własne, jak Northern Lights. Wskazują jedno skrzyżowanie, mają autora i rok, a przy sporze jest co porównywać.
Druga to nazwy zbiorcze, jak African czy Mexican. Te nie wskazują rośliny, tylko kategorię materiału.
North American Indica należy do drugiej grupy i jest w niej przypadkiem skrajnym. Ma bowiem określenie typu wpisane wprost w nazwę handlową. Rubryka „typ” powtarza więc to, co stoi już w nagłówku.
Skutki są praktyczne. Etykieta jest niczyja, więc każdy może jej użyć. Dwa opisy pod tą samą nazwą nie muszą dotyczyć spokrewnionego materiału. Rozrzut cech bywa większy niż między dwiema osobnymi odmianami.
Nazwa, która przeczy własnym danym
Jest jeszcze jedna sprzeczność, tym razem wewnątrz samych katalogów.
Pozycja sprzedawana jako stuprocentowa indica powinna być opisywana zgodnie z tym, czego od indiki się oczekuje. Tymczasem w jednej z baz odmian trzy najczęściej wskazywane odczucia to skupienie, pobudzenie i senność.
Dwa pierwsze przeczą trzeciemu. Grupa jest przy tym mała — kilkanaście osób.
Wniosek jest ten sam, co przy rodowodzie. Pod jedną nazwą opisywano różny materiał, więc opisy nie mogą się zgadzać.
Selekcja za oceanem miała autorów
Warto oddać sprawiedliwość samej pracy hodowlanej. Materiał z Hindukuszu rzeczywiście przeszedł w Ameryce Północnej głęboką selekcję.
Tyle że była to praca celowa i podpisana. Powstały z niej linie o własnych nazwach, z autorami i datami — Northern Lights jest tu najlepszym przykładem.
To dokładne przeciwieństwo odmiany miejscowej. Landrace powstaje bez planu, przez pokolenia i pod presją klimatu. Tutaj był plan, człowiek i kilkanaście lat.
Co da się opisać mimo wszystko
Skoro etykieta obejmuje materiał różnego pochodzenia, opisać można tylko to, co powtarza się w całej puli. Forma szerokolistna jest akurat pod tym względem wdzięczna.
Pokrój, czyli ogólny kształt i sylwetka rośliny, jest niski i krępy. Pędy boczne odchodzą szeroko i kończą mniej więcej na jednym poziomie.
Międzywęźla, czyli odstępy między kolejnymi piętrami gałęzi, są bardzo krótkie. Roślina sprawia przez to wrażenie zbudowanej piętrowo.
Liść ma zwykle od siedmiu do dziewięciu listków rozchodzących się jak palce dłoni. Listki są szerokie, tępo zakończone i nachodzą na siebie brzegami.
Kwiatostany rozwijają się na krótkich odcinkach pędu. Znamiona, czyli cienkie włoski wyrastające z kwiatów, bywają od ciemnopomarańczowych po rdzawe.
Ta sama pula stoi u początku wielu późniejszych linii. Materiał afgański wnoszą do rodowodów Afghani i Hindu Kush, a wśród potomstwa opisywanego pod tą etykietą wymienia się między innymi White Rhino.
Zapach i profil
Opisy woni są zgodne w kierunku, choć pochodzą z różnych źródeł.
Przy otwarciu pojemnika pierwsza jest ziemistość z nutą igliwia. Po rozkruszeniu kwiatostanu wychodzi warstwa korzenna. Część opisów wymienia też ton kawowy i drzewny.
W profilu terpenowym prowadzi zwykle mircen, ten sam zapach, co w chmielu i tymianku. Obok niego notowane są kariofilen, ten sam związek, który daje ostrość czarnemu pieprzowi, humulen odpowiedzialny za goryczkowy zapach chmielu w piwie oraz pinen o zapachu igliwia.
Trzeba zastrzec jedno. Te wskazania pochodzą z opisów materiału afgańskiego w ogóle, a nie z oznaczeń partii sprzedawanych pod tą nazwą.
Co raportują użytkownicy
To, co niżej, nie jest naszą oceną odmiany. To zestawienie relacji zebranych poza naszą redakcją, przy czym grupa jest wyjątkowo mała.
Jedna baza, oparta na kilkunastu ocenach, wymienia skupienie, pobudzenie i senność. Inny opis mówi o dobrym nastroju, chichocie i rozluźnieniu.
Te dwa zestawy w dużej części się wykluczają. Nie ma badań klinicznych, które by je rozstrzygały, a reakcje bywają indywidualne.
Przy nazwie zbiorczej trzeba dodać jeszcze jedno zastrzeżenie. Relacje mogą dotyczyć zupełnie różnych roślin.
Działania niepożądane i ryzyka
Te same zestawienia wymieniają odczucia nieprzyjemne. Najczęstsze to suchość w ustach, suchość oczu i ból głowy.
Opisy katalogowe podają zawartość THC w okolicach 17–19 procent, ale bez oznaczeń partii. Przy takich wartościach rośnie ryzyko niepokoju i przyspieszonego tętna.
Konopie wpływają na zdolność prowadzenia pojazdów i obsługi maszyn. Osobną grupą ryzyka są osoby poniżej 25. roku życia, u których mózg wciąż się rozwija — literatura wskazuje w tej grupie wyższe ryzyko następstw psychicznych. Znaczenie mają też interakcje z przyjmowanymi lekami.
Nota redakcyjna
Przy nazwie zbiorczej nie da się podać rodowodu ani autora. Opisujemy etykietę i jej zakres, nie linię hodowlaną.
Zaliczenie tej pozycji do odmian miejscowych uważamy za błędne i mówimy to wprost. Konopie nie są w Ameryce Północnej rośliną rodzimą, a materiał szerokolistny trafił tam w drugiej połowie XX wieku.
Opis zdziczałej populacji północnoamerykańskiej podajemy za publikacjami genetycznymi. Dotyczy on materiału włóknistego i nie jest opisem rośliny sprzedawanej pod tą nazwą.
Opis budowy podaje cechy powtarzalne dla formy szerokolistnej, a nie pomiary konkretnego egzemplarza. Opisy odczuć pochodzą z bardzo małych grup relacji zebranych poza naszą redakcją i nie są danymi z badań klinicznych.


Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.