Durban Poison i selekcja południowoafrykańska
Durban Poison pochodzi z KwaZulu-Natal — prowincji na wschodnim wybrzeżu Republiki Południowej Afryki, a ściślej z rolniczego zaplecza portu, którego nazwę nosi.…

Szlak hipisowski to lądowa trasa z Europy Zachodniej do Azji Południowej, przejezdna mniej więcej od połowy lat sześćdziesiątych do 1979 roku. Prowadziła przez Stambuł, Teheran, Herat, Kandahar, Kabul, przełęcz Chajberską, Peszawar i Delhi, a kończyła się w Katmandu albo w Goa. Dla historii konopi ma znaczenie z jednego, bardzo konkretnego powodu: to tą drogą — w plecakach, podszewkach kurtek i schowkach rozklekotanych autobusów — materiał nasienny z Hindukuszu, Pendżabu i doliny Katmandu po raz pierwszy trafił do Europy w ilościach, które dało się dalej rozmnażać.
Pula genetyczna, na której europejska hodowla pracowała przez następne pół wieku, weszła na kontynent w oknie liczącym niecałe piętnaście lat. Potem okno zamknęło się w ciągu kilkunastu miesięcy i nie otworzyło ponownie.
Nie była to jedna droga, tylko wiązka wariantów z kilkoma stałymi węzłami. Punktem startowym bywał Londyn, Amsterdam albo Monachium; obowiązkowym przystankiem — Stambuł, gdzie w dzielnicy Sultanahmet działał lokal Lale Restaurant, znany podróżnym jako Pudding Shop. Jego tablica ogłoszeń pełniła funkcję giełdy informacji: kto szuka miejsca w samochodzie, która granica akurat przepuszcza.
Dalej trasa rozgałęziała się i zbiegała z powrotem. Przez Ankarę i Erzurum do granicy irańskiej, przez Tabriz i Teheran do Meszhedu, pustynnym przejściem do Heratu. W Afganistanie oś północna wiodła przez Mazar-i-Szarif, południowa przez Kandahar; obie łączyły się w Kabulu. Stamtąd przełęcz Chajberska, Peszawar, Lahore, Delhi — i wybór: na wschód przez Waranasi do Katmandu albo na południe, wybrzeżem, do Goa.
| Odcinek | Główne przystanki | Co ten odcinek znaczył dla przewozu materiału |
|---|---|---|
| Europa — Stambuł | Monachium, Belgrad, Sofia, Edirne | Odcinek organizacyjny: kompletowanie składu i pojazdu |
| Turcja | Ankara, Erzurum, Doğubayazıt | Najdłuższy odcinek asfaltu, pierwsze poważne kontrole |
| Iran | Tabriz, Teheran, Meszhed | Tranzyt pod ostrym nadzorem — jechało się bez postojów |
| Afganistan | Herat, Kandahar, Kabul, Mazar-i-Szarif | Główne źródło materiału wracającego na zachód |
| Pakistan | Przełęcz Chajberska, Peszawar, Lahore | Czitral, Swat i Tirah jako drugie zaplecze zbioru |
| Indie | Amritsar, Delhi, Waranasi, Manali | Materiał z doliny Parwati i z południa subkontynentu |
| Zakończenia | Katmandu, Goa, dalej Bangkok | Punkty, w których podróż kończyła się albo zawracała |
Przejazd w jedną stronę zajmował zwykle od sześciu tygodni do trzech miesięcy, ale rozrzut był ogromny. Jechało się autostopem, własnym samochodem dostawczym — kultowy status zyskał tu Volkswagen T2 oraz przerabiane angielskie Bedfordy — albo autobusem linii obsługujących trasę komercyjnie, z amsterdamskim Magic Busem na czele. Bilet do Katmandu kosztował rząd wielkości kilkudziesięciu funtów, choć podawane w źródłach kwoty rozjeżdżają się na tyle, że lepiej traktować je jako skalę niż jako cennik.
Praktyczną wiedzę o trasie rozprowadzano poza obiegiem wydawniczym. Londyńska inicjatywa BIT Information Service wydawała powielaczowy przewodnik po drodze do Indii i Australii, aktualizowany listami od podróżnych. W 1973 roku Tony i Maureen Wheelerowie opublikowali własną relację z przejazdu pod tytułem Across Asia on the Cheap — z tej broszury wyrosło późniejsze wydawnictwo Lonely Planet.
Obraz „hipisa w drodze do Katmandu” jest uproszczeniem, które gubi to, co dla transferu materiału roślinnego najważniejsze. Ruch na trasie tworzyły co najmniej trzy grupy o różnych motywacjach, częściowo się przenikające.
Istotne jest to, że w żadnej z tych grup nie było botaników. Nikt nie prowadził kart zbioru, nie zapisywał współrzędnych, nie suszył okazów zielnikowych do publicznej kolekcji. Materiał wracał do Europy bez dokumentacji — i ta luka rzutuje na wszystko, co da się dziś o nim powiedzieć. Nazwy katalogowe zapisują najczęściej miejsce zakupu albo najbliższe znane miasto, a nie miejsce, w którym roślina rosła.
Opracowanie naukowe przyszło po fakcie. Spory taksonomiczne toczone w tej samej dekadzie — Richard Evans Schultes i Loran Anderson po jednej stronie, Ernest Small i Arthur Cronquist po drugiej — dotyczyły roślin, które w Europie już były. Systematyczne badania nad pochodzeniem tego materiału, jak analiza allozymowa Karla Hilliga z 2005 roku, powstały wtedy, gdy populacji źródłowych w wielu przypadkach nie było już czym sprawdzić.
Materiał roślinny wracał tą trasą w trzech postaciach i tylko jedna z nich przenosiła genetykę.
Że transfer w ogóle się udał, zawdzięczamy właściwości nasienia. Sadzonka nie przetrwałaby ośmiu tygodni w bagażniku samochodu przejeżdżającego przez pustynię — potrzebuje wody, światła i temperatury w wąskim zakresie. Nasiono jest formą przetrwalnikową o obniżonym metabolizmie: przechowywane sucho i chłodno zachowuje zdolność kiełkowania przez lata, a w warunkach bankowych — kilka procent wilgotności, poniżej minus osiemnastu stopni — przez dziesięciolecia. Gdyby konopie rozmnażały się wyłącznie wegetatywnie, jak wiele roślin kłączowych czy bulwiastych, szlak hipisowski nie przeniósłby z Azji do Europy niczego.
Wąskim gardłem była za to wielkość próby. Typowe zdarzenie wyglądało tak: jeden człowiek, jedno pole albo jeden sprzedawca, jeden sezon, garść nasion. Populacja licząca tysiące roślin trafiała do Europy jako kilkanaście nasion, czyli jako przypadkowa podpróbka — wersja genu obecna u kilku procent roślin źródłowych miała spore szanse nie znaleźć się w niej wcale. Europejska hodowla startowała więc nie z materiału azjatyckiego, tylko z jego wąskich wycinków.
Afganistan bywa opisywany jako główny dostawca genetyki szlaku i akurat to nie jest przesada, choć powód jest bardziej techniczny, niż zwykle się podaje. Złożyły się trzy rzeczy: położenie na trasie, tradycja gospodarcza i szerokość geograficzna.
Herat, Kandahar i Kabul leżały na głównym ciągu — nie trzeba było nadkładać drogi. Kabulska ulica znana podróżnym jako Chicken Street stała się w latach siedemdziesiątych rozpoznawalnym adresem handlowym, a rejony wokół Mazar-i-Szarif, Balchu i Kunduzu miały tradycję wyrobu prasowanego produktu sięgającą dużo dalej wstecz niż jakikolwiek zachodni turysta. Do 1973 roku obrót był tolerowany; po przewrocie Mohammada Dauda Chana w lipcu tego roku, pod naciskiem amerykańskiej administracji, wprowadzono zakaz — handel przeszedł do szarej strefy, ale nie ustał.
To jest sedno całej opowieści i najczęściej pomijany element. Konopie przechodzą od wzrostu wzwyż do wydawania kwiatów w reakcji na skracanie dnia, a próg, przy którym ta zmiana rusza, jest dziedziczny i dopasowany do miejsca pochodzenia. Pod równikiem dzień najdłuższy i najkrótszy dzieli kilkanaście minut, więc rośliny stamtąd nie mają po czym poznać, że sezon się kończy.
Liczby ustawiają wszystko na miejscu. Kabul leży na 34,5 stopnia szerokości północnej, Mazar-i-Szarif na 36,7. Katmandu na 27,7, Bangkok na 13,8. Amsterdam — na 52,4. Materiał afgański pochodził z pasa o wyraźnie zaznaczonych porach roku i krótkim sezonie wegetacyjnym, więc po przeniesieniu na północ kończył cykl, zanim przyszły jesienne chłody. Materiał równikowy w tych samych warunkach po prostu nie zdążał. Szlak lądowy dostarczył Europie dokładnie ten wycinek światowej zmienności konopi, który w europejskim klimacie dawał się doprowadzić do końca sezonu — i dlatego afgańskie linie stoją w rodowodach tak wielu późniejszych krzyżówek.
Ślad tego pochodzenia widać po samych nazwach haseł katalogowych. Afghani zapisuje kraj, Hindu Kush pasmo górskie, Mazar miasto na północy kraju, Afghan Kush jedno i drugie naraz, a Hash Plant — miejscowe przeznaczenie surowca. Co człon w nazwie właściwie oznacza, tłumaczy tekst o rodzinie Kush.
Katmandu było dla większości podróżnych końcem trasy, a przez kilka lat także miejscem, w którym handel odbywał się całkowicie jawnie. W dzielnicy Jhochhen Tole, przezwanej przez przyjezdnych Freak Street, działały sklepy prowadzone na podstawie państwowych licencji. Zamknięto je w 1973 roku, gdy rząd Nepalu — również pod naciskiem amerykańskim — przestał licencje odnawiać; formalne dopełnienie przyszło wraz z ustawą o kontroli środków odurzających z 1976 roku. Podawana w źródłach dokładna data wygaśnięcia licencji bywa różna, sam rok wątpliwości nie budzi.
Materiał nepalski różnił się od afgańskiego niemal we wszystkim: pochodził z wyższych pięter górskich i z niższej szerokości geograficznej, miał dłuższy cykl i inny pokrój. Po stronie indyjskiej podobną rolę odgrywały dolina Parwati z osadą Malana, okolice Manali oraz południe subkontynentu, po którym w katalogach zostało hasło South Indian Sativa. Wschodnie przedłużenie trasy, prowadzące dalej do Tajlandii, dostarczyło materiału stojącego za hasłem Thai — ten jednak, ze względu na równikowe pochodzenie, sprawdzał się w Europie znacznie gorzej i wchodził raczej jako składnik krzyżówek niż jako materiał samodzielny.
W katalogach materiał afgański ląduje zwykle na półce indiki, a tajski i indyjski na półce sativy. Podział ten opisuje pochodzenie hodowlane rośliny, a nie sposób, w jaki wpływa ona na organizm. Przy materiale zebranym na szlaku jest dodatkowo mylący, bo przypisuje jedną szufladę populacjom, które nigdy nie były wyrównane — szerzej o tym w tekście o typach konopi.
Szlak nie wygasał stopniowo. Został przecięty w dwóch miejscach naraz, w odstępie kilku miesięcy, i oba przecięcia okazały się trwałe.
Doszedł do tego mechanizm cichszy: pod koniec dekady podróż samolotem zaczęła realnie tanieć, a rejsy czarterowe odebrały trasie lądowej jej jedyną przewagę, czyli cenę. Nawet bez rewolucji i wojny ruch przeniósłby się w powietrze — tyle że latami, a nie w ciągu jednego sezonu. Praktycznie ostatnim rokiem, w którym materiał roślinny mógł przejechać całą trasę lądem, był 1978.
Do Europy dotarło w tym oknie kilka wyraźnie rozróżnialnych pul: afgańska, pakistańska z rejonów Czitral i Swat, nepalska, indyjska z północy i z południa subkontynentu oraz — bocznym odgałęzieniem — tajska. To one, a nie żadne późniejsze pobrania, stanowią podstawę europejskich rodowodów.
Najlepiej udokumentowany jest udział materiału afgańskiego. Stoi on u podstaw Northern Lights, wchodzi jako jeden ze składników do Skunk #1, a przez te dwie linie — do ogromnej części tego, co powstało później. Pozostałe pule odcisnęły się słabiej, bo materiał o dłuższym cyklu trudniej było wprowadzić do hodowli w klimacie umiarkowanym.
Warto przy tym oddzielić dwie rzeczy, które w popularnych opisach zwykle się zlepia. Szlak lądowy przywiózł do Europy materiał azjatycki. Zupełnie inną drogą — przez Pacyfik i przez Meksyk — trafiał w tym samym czasie do Kalifornii materiał latynoamerykański. Te dwa strumienie spotkały się dopiero po zamknięciu trasy, a to, co z ich spotkania wynikło, jest już historią osobną.
Bierze się to nie z jednej przeszkody, tylko z kilku niezależnych, z których każda wystarczyłaby osobno.
Nad wszystkim stoi argument najprostszy: jednorazowy był sam zbieg okoliczności. Musiały wystąpić naraz przejezdna droga lądowa, wizy wydawane na granicy, miejscowa tolerancja, niska cena podróży i pokolenie skłonne wyjechać na pół roku bez planu powrotu. Ten zestaw utrzymał się kilkanaście lat i rozpadł w ciągu kilku miesięcy. Wszystko, co europejska hodowla konopi zrobiła później, zrobiła na materiale, który przyjechał w tym oknie.
Nie. Był wiązką wariantów z kilkoma stałymi węzłami: Stambułem, Teheranem, Heratem lub Kandaharem, Kabulem, przełęczą Chajberską, Delhi oraz Katmandu albo Goa jako zakończeniem. Odcinki między węzłami pokonywano różnie — zależnie od tego, która granica akurat przepuszczała.
Bo tylko nasiona przeżywały drogę. Nasiono jest formą przetrwalnikową o obniżonym metabolizmie i przechowywane sucho oraz chłodno pozostaje zdolne do kiełkowania przez lata, podczas gdy żywa roślina wymaga wody, światła i stabilnej temperatury bez przerwy. Ta jedna właściwość przesądziła o wykonalności całego transferu.
Zdecydowała szerokość geograficzna. Afgańskie doliny leżą między 34 a 37 stopniem szerokości północnej, gdzie różnice długości dnia w ciągu roku są wyraźne, a sezon wegetacyjny krótki. Rośliny stamtąd kończyły cykl na tyle wcześnie, że dawały się prowadzić w klimacie umiarkowanym. Materiał równikowy — tajski, indyjski z południa, latynoamerykański — tego progu nie miał i w Europie nie zdążał.
Praktycznie w 1979 roku, w dwóch etapach: rewolucja irańska odcięła odcinek środkowy, a radziecka interwencja w Afganistanie rozpoczęta 24 grudnia zamknęła odcinek wschodni. Ostatnim rokiem pełnego przejazdu był 1978, a wojna iracko-irańska od września 1980 roku wykluczyła powrót na kolejną dekadę.
Pozycje z geograficznymi nazwami krążą w obrocie, ale ich związek z historycznymi populacjami jest niesprawdzalny: populacje źródłowe zostały w dużej mierze wyparte lub rozcieńczone materiałem z Zachodu, ciągłość wysiewu w wielu dolinach przerwały wojny, a prób odniesienia nikt wtedy nie zabezpieczył. Nazwa geograficzna na opakowaniu opisuje dziś tradycję nazewniczą, a nie potwierdzone pochodzenie.
Materiał ma charakter informacyjny i encyklopedyczny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do stosowania. Medyczna marihuana jest w Polsce dostępna wyłącznie na receptę, a o doborze produktu decyduje lekarz prowadzący.
Opisujemy odmiany na podstawie deklaracji producentów i dokumentacji hodowlanej. Gdy dane nie istnieją, zapisujemy to wprost, zamiast podawać domysł.
Durban Poison pochodzi z KwaZulu-Natal — prowincji na wschodnim wybrzeżu Republiki Południowej Afryki, a ściślej z rolniczego zaplecza portu, którego nazwę nosi.…
Landrace to nie odmiana, tylko populacja. Odmianą miejscową — tak brzmi polski odpowiednik — agronomia nazywa lokalną populację rośliny uprawnej, rozmnażaną z…
Cannabis Cup to plebiscyt założony w listopadzie 1988 roku w Amsterdamie przez Steve’a Hagera, redaktora amerykańskiego magazynu „High Times”. Pierwszą edycję rozstrzygnęło…
Używamy plików cookie niezbędnych do działania strony. Za Twoją zgodą chcemy też mierzyć ruch i wyświetlać reklamy. Zgody nie musisz udzielać — strona działa bez niej tak samo. Polityka prywatności