Durban Poison i selekcja południowoafrykańska
Durban Poison pochodzi z KwaZulu-Natal — prowincji na wschodnim wybrzeżu Republiki Południowej Afryki, a ściślej z rolniczego zaplecza portu, którego nazwę nosi.…

Liczbę 420 ukuła w 1971 roku piątka uczniów San Rafael High School w kalifornijskim hrabstwie Marin. Umawiali się na 16.20 pod szkolnym pomnikiem Ludwika Pasteura, a hasło „4:20 Louis” skrócili po kilku tygodniach do samego „420″. Tak brzmi jedyna odpowiedź na pytanie, skąd się wzięło 420, którą da się poprzeć dokumentami z epoki.
Pozostałe wyjaśnienia — kod policyjny, paragraf kodeksu karnego, liczba związków chemicznych w roślinie, data śmierci Boba Marleya, tytuł piosenki Boba Dylana — rozpadają się przy pierwszym zajrzeniu do źródła. Ciekawsze od obalania jest to, skąd te wersje się wzięły i dlaczego jedna z nich okazała się trwalsza od prawdziwej.
Bohaterowie mają imiona i nazwiska, co w tej dziedzinie jest rzadkością. Steve Capper, Dave Reddix, Jeffrey Noel, Larry Schwartz i Mark Gravich chodzili do liceum w San Rafael pod San Francisco. Mówili o sobie the Waldos — od muru (wall) przy szkole, pod którym przesiadywali. Nazwa nie miała nic wspólnego z konopiami: grupa powstała wokół miejsca, nie wokół tematu.
Jesienią 1971 roku trafiła do nich mapa. Miała prowadzić do porzuconego poletka konopi w okolicach półwyspu Point Reyes, a narysować ją miał sam hodowca — w krążących relacjach człowiek związany ze stacją Straży Wybrzeża. Zbiórkę wyznaczyli na 16.20, bo to była pierwsza godzina, o której wszyscy byli wolni. Miejscem był stojący na terenie szkoły pomnik Ludwika Pasteura. Stąd pełne hasło: „4:20 Louis”.
Poletka nigdy nie znaleźli. Wyprawy urwały się po kilku tygodniach, a hasło zostało — i to jest w tej historii najważniejszy zwrot. Skróciło się do „420″, a potem zmieniło funkcję: przestało oznaczać godzinę spotkania, a zaczęło oznaczać jego temat. Kod przeżył wyprawę, bo był nieprzezroczysty dla dorosłych — a to jedyna cecha, jakiej od kodu naprawdę się wymaga.
Waldosi trzymają archiwum w skrytce depozytowej banku przy 420 Montgomery Street w San Francisco (adres wybrali sami, dla żartu). Leżą w niej listy, które wymieniali w połowie lat siedemdziesiątych — ze stemplami pocztowymi i z liczbą 420 użytą w dzisiejszym znaczeniu, w tym list od znajomego, który wyjechał do kibucu w Izraelu i narzeka: „No 420 here”. Jest też wycinek ze szkolnej gazetki i uszyta wtedy flaga. Kiedy w 2017 roku hasło weszło do Oxford English Dictionary, redaktorzy powołali się właśnie na te dokumenty.
Warto jednak zrobić rozróżnienie, którego większość opowiadających nie robi. Papiery poświadczają ukucie słowa, a nie fabułę, która do niego doprowadziła:
Rdzeń zwycięskiej wersji ma więc budowę miejskiej legendy: skarb, mapa, tajemniczy dawca, wyprawa bez finału. Różnica polega na tym, że wokół niego narosła warstwa rzeczy datowalnych — i nikt inny takiej warstwy nie przedstawił.
Szkolny kod pięciu nastolatków powinien był umrzeć razem z rocznikiem. Nie umarł, bo San Rafael było wtedy zapleczem zespołu Grateful Dead, który na początku dekady przeniósł się do hrabstwa Marin; Dave Reddix trafił później do ekipy technicznej basisty Phila Lesha. Był to awans decydujący, bo publiczność tego zespołu nie była publicznością — była siecią: Deadheadzi jeździli za nim po całych Stanach, a parkingi przed halami działały jak wędrowne targowisko wymiany taśm, plakatów i słów.
Media weszły do gry 28 grudnia 1990 roku. Na parkingu przed halą w Oakland Steve Bloom, wtedy dziennikarz miesięcznika „High Times”, dostał ulotkę wzywającą, by spotkać się „at 4:20 on 4/20″ na grzbiecie Bolinas Ridge na górze Tamalpais. Ulotka zrobiła coś, czego Waldosi nie zrobili: zamieniła godzinę w datę. Bloom opublikował ją w numerze z maja 1991 roku. Jej autorzy pozostają anonimowi — a to oni wymyślili święto.
Pismo przyjęło liczbę za swoją i rozpowszechniało ją przez lata razem z wyjaśnieniem, że chodzi o kod policyjny — bo taką wersję wtedy znało. Relacja Waldosów trafiła na łamy dopiero w grudniu 1998 roku, gdy grupa pokazała papiery.
Każde brzmi jak informacja i każde da się zweryfikować.
| Wersja | Co głosi | Co pokazuje sprawdzenie |
|---|---|---|
| Kod policyjny | 420 to radiowy kod amerykańskiej policji na zgłoszenie dotyczące konopi | Żadna służba w Stanach takiego kodu nie miała — nie ma go w spisach. Wersję rozpowszechniła prasa branżowa, nie policja. |
| Paragraf kodeksu | Artykuł 420 kalifornijskiego kodeksu karnego dotyczy konopi | Przepis dotyczy utrudniania wstępu na grunty publiczne. W innych stanach pod tym numerem stoją inne, też niekonopne regulacje. |
| Liczba związków | Roślina zawiera dokładnie 420 związków chemicznych | Przegląd chemiczny z 1980 roku wyliczał 421 składników, a kolejne zestawienia podniosły tę liczbę powyżej pięciuset. |
| Bob Marley | To data urodzin albo śmierci Boba Marleya | Urodził się 6 lutego 1945, zmarł 11 maja 1981 roku. Żadna z tych dat nie wypada 20 kwietnia. |
| Bob Dylan | Tytuł „Rainy Day Women #12 & 35″ daje po pomnożeniu 420 | Mnożenie się zgadza, tyle że piosenka jest z 1966 roku, o pięć lat wcześniejsza, a autor nigdy takiego zamiaru nie potwierdził. |
| Holenderski podwieczorek | 16.20 to pora podwieczorku w Amsterdamie | Nie istnieje żaden holenderski zwyczaj wiążący tę godzinę z czymkolwiek. |
Bo miał trzy cechy, których wersja szkolna nie miała. Powoływał się na autorytet: żart nastolatków jest anegdotą, a kod policyjny brzmi jak fakt urzędowy. Był praktycznie niesprawdzalny — spisy kodów radiowych nie leżały w bibliotekach. I odwracał role: opowieść, w której to władza nadaje subkulturze numer, jest atrakcyjniejsza niż zbiórka pod szkolnym pomnikiem. Ironia domyka całość: w części wariantów kod przypisywano policji z tego samego hrabstwa, w którym wszystko się zaczęło.
Historia liczby 420 jest podręcznikowym przykładem legendy etiologicznej: takiej, która dorabia pochodzenie do zwyczaju już istniejącego. Zwyczaj był pierwszy, wyjaśnienia przyszły po nim — dlatego pojawiło się ich tak wiele naraz. Wszystkie mają ten sam zestaw części:
Rozbraja się je czterema pytaniami: czy istnieje ślad z epoki datowany niezależnie od opowiadającego; czy świadkowie mają nazwiska; czy twierdzenie wytrzyma zestawienie z dokumentem publicznym; czy da się wskazać drogę przekazu. Wersja z San Rafael odpowiada twierdząco na wszystkie cztery — pozostałe przegrywają na trzecim.
Data 20 kwietnia jest artefaktem amerykańskiego zapisu: w formacie miesiąc/dzień „4/20″ czyta się jako dwudziesty kwietnia. W Polsce ten sam dzień zapisuje się 20.04, więc kalambur znika — u nas z liczby została głównie godzina.
Zbiórki rozlały się z góry Tamalpais na Hippie Hill w Golden Gate Park, na kampus uniwersytetu w Boulder, pod Vancouver Art Gallery, na Parliament Hill w Ottawie i do londyńskiego Hyde Parku. Liczba trafiła też na drogi, i to dosłownie: amerykańskie zarządy dróg tak długo traciły słupki z numerem 420, że w Kolorado zastąpiono przy autostradzie I-70 znak „Mile 420″ tabliczką „Mile 419.99″, a Waszyngton i Idaho poszły tą samą drogą z wariantem „419.9″.
Najdalej liczba zawędrowała w 2003 roku, gdy kalifornijski senat uchwalił Senate Bill 420 autorstwa senatora Johna Vasconcellosa — Medical Marijuana Program Act, doprecyzowujący przyjętą w referendum z 1996 roku Propozycję 215. Numer druku jest w Kalifornii odczytywany jako świadome mrugnięcie okiem, bo numeracja projektów bywa przydzielana z pewnym marginesem swobody. Sam akt był przy tym zupełnie poważny — część jego limitów uchylił później Sąd Najwyższy Kalifornii.
Reszta drogi jest przewidywalna: liczba weszła do nazw firm i domen, do numeracji produktów i do kalendarzy marketingowych. To moment, w którym kod przestaje być kodem — bo rozumieją go już wszyscy, w tym ci, przed którymi miał ukryć treść.
Nazwy odmian powstają w tym samym trybie co liczba 420: bez rejestru i bez instancji, która cokolwiek potwierdza. Dlatego każda obrasta opowieścią o pochodzeniu, a opowieści te dzielą się na znane już kategorie:
Wynik testu jest tu zwykle ten sam: śladu z epoki brak, świadkowie anonimowi, dokumentu nie ma. Osobnym studium przypadku jest historia członu „haze” — dwie wersje trwają obok siebie do dziś, bo obie mają po jednym świadku i żadnego papieru.
Nie. Żadna amerykańska służba nie miała kodu radiowego 420 na zgłoszenia dotyczące konopi, a artykuł 420 kalifornijskiego kodeksu karnego dotyczy utrudniania wstępu na grunty publiczne. Ta wersja powstała po fakcie i rozeszła się przez prasę branżową.
Bo jako jedyni przedstawili materiały datowane niezależnie od własnych zeznań: listy ze stemplami pocztowymi z połowy lat siedemdziesiątych, wycinek ze szkolnej gazetki i flagę z tamtego okresu. Powołali się na nie w 2017 roku redaktorzy Oxford English Dictionary.
To zasługa nie Waldosów, lecz anonimowych autorów ulotki rozdawanej 28 grudnia 1990 roku przed halą w Oakland. Przełożyli oni godzinę 16.20 na amerykański zapis daty 4/20, a ulotkę przedrukował w maju 1991 roku „High Times”.
Z tego samego żartu. Uchwalony w 2003 roku projekt senatora Johna Vasconcellosa porządkował kalifornijski program medyczny, a numer druku jest odczytywany jako świadome nawiązanie — najdalszy punkt, do jakiego liczba dotarła.
Materiał ma charakter informacyjny i encyklopedyczny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do stosowania. Medyczna marihuana jest w Polsce dostępna wyłącznie na receptę, a o doborze produktu decyduje lekarz prowadzący.
Opisujemy odmiany na podstawie deklaracji producentów i dokumentacji hodowlanej. Gdy dane nie istnieją, zapisujemy to wprost, zamiast podawać domysł.
Durban Poison pochodzi z KwaZulu-Natal — prowincji na wschodnim wybrzeżu Republiki Południowej Afryki, a ściślej z rolniczego zaplecza portu, którego nazwę nosi.…
Szlak hipisowski to lądowa trasa z Europy Zachodniej do Azji Południowej, przejezdna mniej więcej od połowy lat sześćdziesiątych do 1979 roku. Prowadziła…
Landrace to nie odmiana, tylko populacja. Odmianą miejscową — tak brzmi polski odpowiednik — agronomia nazywa lokalną populację rośliny uprawnej, rozmnażaną z…
Używamy plików cookie niezbędnych do działania strony. Za Twoją zgodą chcemy też mierzyć ruch i wyświetlać reklamy. Zgody nie musisz udzielać — strona działa bez niej tak samo. Polityka prywatności