Kosmetyki konopne — składniki, oznaczenia i regulacje
Kosmetyki konopne to produkty kosmetyczne w rozumieniu rozporządzenia (WE) nr 1223/2009, których receptura zawiera surowiec pochodzący z gatunku Cannabis sativa L. Pod…

Papier konopny to papier, którego masę włóknistą uzyskuje się z łyka konopi siewnych (Cannabis sativa L.) — z zewnętrznej, niezdrewniałej warstwy łodygi, zawierającej 70–78 % celulozy i zaledwie 2–6 % ligniny. Włókno elementarne mierzy w nim od 5 do 55 mm, czyli kilkanaście razy więcej niż włókno drzewne, i ta jedna liczba tłumaczy zarówno dawną, jak i dzisiejszą pozycję tego surowca. Przez blisko dwa tysiąclecia papier powstawał głównie z konopnych i lnianych szmat; dziś konopie trafiają do arkuszy, w których liczy się wytrzymałość przy minimalnej gramaturze — do papieru papierosowego, podłoży filtracyjnych, papierów zabezpieczonych oraz arkuszy czerpanych dla artystów i konserwatorów. Cała reszta światowej produkcji, ponad 99 %, jest z drewna. Nie stało się tak przez spisek, tylko przez kalendarz zbioru, gęstość nasypową beli i bilans energetyczny celulozowni.
Papier jest materiałem zaskakująco prostym w definicji: to wojłok z włókien celulozowych, osadzony z rozcieńczonej zawiesiny wodnej na sicie i związany po wysuszeniu wiązaniami wodorowymi. Nic go nie spaja — ani klej, ani spoiwo — poza tym, że powierzchnie celulozy przylegają do siebie na tyle blisko, by grupy wodorotlenowe mogły się zewrzeć. Papirus, od którego pochodzi nazwa, papierem w tym sensie nie jest: to paski miękiszu ułożone na krzyż i sprasowane, a nie włókna roztworzone i osadzone na nowo.
Wybór surowca nie sprowadza się przy tym do „wytrzymałości włókna” w potocznym sensie. Papiernik patrzy na cztery inne rzeczy.
| Surowiec | Długość włókna elementarnego | Szerokość | Smukłość (orientacyjnie) | Lignina w surowcu |
|---|---|---|---|---|
| Łyko konopne | 5–55 mm (typowo 15–25) | 15–30 µm | 700–1000 | 2–6 % |
| Łyko lniane | 20–50 mm | 15–25 µm | 1000–1500 | 2–4 % |
| Abaka (Musa textilis) | 3–12 mm | 15–25 µm | 250–450 | 8–13 % |
| Bawełna — linters | 2–6 mm | 15–25 µm | 150–250 | poniżej 1 % |
| Drewno iglaste | 2,5–4,5 mm | 30–45 µm | 70–100 | 26–32 % |
| Drewno liściaste | 0,8–1,5 mm | 15–25 µm | 50–70 | 20–25 % |
| Słoma zbożowa | 1–1,5 mm | 10–15 µm | 90–120 | 15–20 % |
| Paździerz konopny | 0,5–0,6 mm | 20–30 µm | 20–30 | 21–28 % |
Arkusz papieru nie pęka dlatego, że pękają włókna. W większości przypadków rozrywa się dlatego, że włókna wysuwają się z siebie nawzajem — wiązania wodorowe puszczają jedno po drugim, a samo włókno wychodzi z rozdarcia całe. Im jest dłuższe i cieńsze, tym więcej ma sąsiadów i tym więcej wiązań trzeba zerwać, żeby je uwolnić. Dlatego kluczowym parametrem wytrzymałościowym papierów cienkich jest odporność na rozdzieranie, a nie wytrzymałość na rozciąganie, i dlatego masy łykowe biją drzewne właśnie na tym polu: wskaźnik rozdzierania mas konopnych i lnianych sięga poziomów nieosiągalnych dla masy siarczanowej z drewna iglastego, choć samo włókno drzewne wcale nie jest słabsze.
Konsekwencja praktyczna jest taka, że przewaga konopi ujawnia się dopiero przy niskich gramaturach. W arkuszu o masie 80 g/m² włókien jest tak dużo, że o wytrzymałości decyduje liczba wiązań, a nie ich jakość — i drewno wystarcza w zupełności. Przy 20 g/m², gdzie w przekroju mieści się zaledwie kilka warstw włókien, długość zaczyna być jedyną rzeczą trzymającą arkusz w całości. Stąd cała współczesna nisza tego surowca leży w papierach lekkich, a nie w papierze do drukarki.
Roztwarzanie drewna to w istocie rozpuszczanie ligniny, która spaja komórki w litym walcu pnia. Proces siarczanowy prowadzi się w ługu z wodorotlenku i siarczku sodu, w temperaturze 160–175 °C, pod ciśnieniem, przez kilka godzin — i tak wydajność masy z drewna wynosi ledwie 45–50 %, bo blisko połowa surowca odchodzi do ługu czarnego. Łyko konopne, w którym ligniny jest kilkakrotnie mniej, roztwarza się w warunkach nieporównanie łagodniejszych: w samym wodorotlenku sodu, bez związków siarki, w niższej temperaturze i krócej, z wydajnością masy sięgającą 60–70 %.
Drugi rachunek wystawia bielenie. Barwę masy niebielonej daje przede wszystkim lignina resztkowa i produkty jej przemian, więc im mniej zostaje jej po warzeniu, tym mniej trzeba reagentów, żeby doprowadzić masę do żądanej bieli. Masa z łyka konopnego wchodzi na bielarnię z liczbą kappa wyraźnie niższą niż masa drzewna i osiąga wysoką biel przy ułamku zużycia chemikaliów. To realna przewaga surowcowa — z jednym zastrzeżeniem, które w literaturze popularnej zwykle znika. Argument sformułowano w latach 80. i 90. XX w., gdy standardem było bielenie chlorem cząsteczkowym, a ścieki z bielarni niosły związki chloroorganiczne. Europejskie celulozownie odeszły od tego w ciągu jednej dekady na rzecz sekwencji bezchlorowych i opartych na dwutlenku chloru, więc przewaga konopi jest dziś nadal prawdziwa, ale liczy się ją od znacznie niższego pułapu niż trzydzieści lat temu.
Najczęstsze nieporozumienie w rozmowach o tym materiale polega na traktowaniu łodygi jako jednej całości. Tymczasem łyko stanowi 20–35 % jej suchej masy, a resztę tworzy paździerz — zdrewniały rdzeń o zawartości ligniny porównywalnej z drewnem liściastym i o włóknie krótszym niż jakikolwiek surowiec papierniczy w powszechnym użyciu. Papier z łyka i papier z paździerza to dwa różne produkty o różnej cenie, technologii i przeznaczeniu, a rozdzielenie obu frakcji jest osobną, kosztowną operacją. Dla papiernictwa istotne jest to, że bez niej nie da się w ogóle mówić o surowcu wysokojakościowym — i że wiele twierdzeń krążących w obiegu popularnym przypisuje łyku wyniki uzyskane na paździerzu albo odwrotnie.
Tradycja przypisuje wynalazek papieru Cai Lunowi, dworskiemu urzędnikowi cesarza Hedi, i datuje go na rok 105 n.e. — relację zapisano w Księdze Późniejszych Hanów, kilka stuleci po fakcie. Wyliczenie surowców jest w niej najciekawsze: kora drzew, konopne odpady włókiennicze, stare sieci rybackie i zużyta tkanina. Trzy z czterech pozycji to śmieci.
Archeologia przesunęła datę o dwa stulecia wstecz. W 1986 r. w grobowcu w Fangmatan w prowincji Gansu znaleziono fragment z narysowaną mapą, datowany na II w. p.n.e.; wcześniej, w 1957 r., w Baqiao pod Xi’anem odkryto arkusze o zbliżonej metryce, choć tu spór trwa do dziś i część badaczy uważa je za zbitą watę włóknistą, a nie papier w sensie technologicznym. Analizy najstarszych znalezisk wskazują w obu przypadkach na włókna konopne i ramii. Wniosek dla naszego tematu jest dwuznaczny: najstarszy zachowany papier świata jest istotnie konopny, ale nie dlatego, że ktokolwiek uprawiał wtedy konopie na papier. Dlatego, że konopne było wszystko, co w gospodarstwie zdzierano do końca.
Europejska papiernia przedprzemysłowa była zakładem recyklingu i nie próbowała nawet udawać czegoś innego. Surowcem były szmaty — zużyta odzież, worki, plandeki, rozdarte płótno, rozczesane liny — czyli w praktyce len i konopie, bo bawełna dotarła do Europy w masowej skali dopiero w XVIII w. Szmaty skupowali wędrowni handlarze, sortowano je według gatunku i barwy, poddawano fermentacji w wilgotnych piwnicach, żeby zmiękły, a następnie rozbijano na masę. Wodne stępory zastąpił około 1670–1680 r. holender — wynalazek niderlandzki, w którym wirujący wał z nożami rozwłóknia szmaty w obiegowym korycie. Przyspieszył produkcję kilkakrotnie i przy okazji skrócił włókno, co papiernikom XIX w. zdarzało się wypominać.
Sama technologia wędrowała powoli. Do świata islamu trafiła w VIII w. — tradycja wiąże to z bitwą nad rzeką Tałas w 751 r. i wziętymi do niewoli chińskimi rzemieślnikami, ale przekaz pochodzi z późniejszych źródeł arabskich i historycy traktują go dziś ostrożnie, bo papier był w Azji Środkowej znany już wcześniej. Pewne jest istnienie wytwórni w Bagdadzie pod koniec VIII w. Stamtąd przez Egipt i Maghreb rzemiosło dotarło na Półwysep Iberyjski, gdzie w połowie XII w. al-Idrisi opisywał produkcję w Xàtivie. Włoskie Fabriano od lat 70. XIII w. dołożyło trzy rzeczy, które zdefiniowały papier europejski na następne pół tysiąclecia: napędzane wodą stępory z okuciami, sita z drutu metalowego zamiast bambusowych i zaklejanie żelatyną zwierzęcą, dzięki któremu arkusz przestał rozpijać atrament. Przy okazji na sitach zaczęto wyginać znaki wodne. W Polsce pierwszy młyn papierniczy działał pod koniec XV w. na Prądniku pod Krakowem; najbardziej znany zachowany budynek — młyn w Dusznikach-Zdroju z 1605 r. — mieści dziś Muzeum Papiernictwa z czynnym warsztatem czerpalni.
Model oparty na odpadach ma wbudowany sufit: szmat jest dokładnie tyle, ile zdarto ubrań. W XVIII w. Europa uderzyła w ten sufit z pełną siłą. Ceny szmat rosły, kolejne państwa wprowadzały zakazy ich wywozu, a papiernie skupowały surowiec przez pośredników w promieniu kilkuset kilometrów. Wtedy zaczęto szukać roślin, z których dałoby się robić papier bez pośrednictwa krosna.
Pierwszą podpowiedź dał w 1719 r. René Antoine Ferchault de Réaumur, który zauważył, że osy budują gniazda z rozdrobnionego i zwilżonego drewna — czyli robią papier bez żadnych szmat. Przez czterdzieści lat nikt nie potraktował tego poważnie. Dopiero Jacob Christian Schäffer, pastor i przyrodnik z Ratyzbony, w latach 1765–1771 wydał sześciotomowe Versuche und Muster ohne alle Lumpen — dzieło, którego karty są zarazem próbkami papierów wykonanych ze słomy, mchu, chmielu, trocin, wodorostów i kilkudziesięciu innych materiałów. W 1800 r. Matthias Koops uruchomił w Londynie wytwórnię papieru ze słomy i drewna, a swoją książkę o historii materiałów piśmiennych wydrukował częściowo na własnym wyrobie, żeby dowieść, że to działa. Zbankrutował w dwa lata, ale kierunek był już wyznaczony.
Rozstrzygnięcie przyszło z innej strony niż chemia. W 1799 r. Nicolas-Louis Robert opatentował maszynę wytwarzającą papier w postaci ciągłej wstęgi zamiast pojedynczych arkuszy; patent trafił do braci Fourdrinier w Londynie, a Bryan Donkin doprowadził konstrukcję do stanu użytkowego w latach 1803–1807. To wtedy zmieniło się pytanie o surowiec. Czerpalnia potrzebowała materiału dobrego; maszyna ciągła potrzebowała materiału jednorodnego, taniego i dostępnego bez końca, bo raz uruchomiona wstęga nie może się zatrzymać. Szmaty nie spełniały żadnego z tych warunków — były mieszaniną wszystkiego, co ludzie akurat znosili.
Odpowiedź przyszła w trzech falach, wszystkie w ciągu czterdziestu lat. W latach 1843–1845 Friedrich Gottlob Keller opracował ścieranie drewna na mokrym kamieniu, dając masę mechaniczną — tanią, o krótkim włóknie i pełną ligniny, ale w zupełności wystarczającą na gazetę. W 1867 r. Benjamin Tilghman opatentował roztwarzanie siarczynowe, które w 1874 r. Carl Daniel Ekman uruchomił przemysłowo w Szwecji. W latach 80. XIX w. Carl Ferdinand Dahl, pracujący wówczas w Gdańsku, opatentował proces siarczanowy — dziś zwany kraftowym, od niemieckiego i szwedzkiego słowa oznaczającego siłę. Ten ostatni zdominował świat i to on, a nie żadna decyzja polityczna, zamknął temat surowców rolniczych w papiernictwie masowym.
Jest jeszcze przeszkoda, o której zwolennicy surowca mówią najrzadziej, bo brzmi paradoksalnie: włókno konopne jest do typowej maszyny papierniczej za długie. W zawiesinie włókna zaczepiają się o siebie i tworzą kłaczki, a skłonność do tego rośnie z kwadratem smukłości. Dla mas drzewnych o smukłości rzędu 70 dopuszczalne stężenie masy w skrzyni wlewowej wynosi 0,5–1,2 %; dla masy łykowej o smukłości bliskiej tysiąca trzeba zejść nawet o rząd wielkości niżej, żeby uzyskać równomierny prześwit arkusza. Niższe stężenie oznacza więcej wody do odprowadzenia, węższą wstęgę i mniejszą prędkość maszyny. To dlatego wytwórnie papierów cienkich pracują na maszynach wąskich i wolnych, a masę łykową w gatunkach typowych dodaje się do drzewnej, zamiast używać jej samodzielnie.
Zdanie „hektar konopi zastępuje cztery hektary lasu” krąży od stu lat i ma konkretne źródło: biuletyn nr 404 amerykańskiego Departamentu Rolnictwa z 1916 r., Hemp Hurds as Paper-Making Material, autorstwa Lystera Deweya i Jasona Merrilla. W tekście są jednak dwa szczegóły, które przy cytowaniu wypadają. Po pierwsze, dotyczył on paździerza, a nie łyka — czyli tej frakcji, którą powyższa tabela lokuje na samym końcu listy surowców. Po drugie, porównanie prowadzono z lasem naturalnym o wielodziesięcioletniej kolei rębnej, bo plantacyjna gospodarka celulozowa jeszcze nie istniała. Sami autorzy zakończyli zresztą raport ostrzeżeniem, że problemem nie jest jakość masy, tylko zebranie i dowiezienie surowca do zakładu.
Rachunek zrobiony dzisiaj wygląda inaczej i zależy od strefy klimatycznej. Hektar konopi włóknistych daje w warunkach europejskich 6–10 ton suchej słomy rocznie, z czego łyka jest 1,5–3 tony, a masy papierniczej z tego łyka około 1–2 ton. Plantacja eukaliptusowa w Brazylii czy Portugalii wytwarza 15–20 ton suchego drewna z hektara rocznie, co po roztworzeniu daje 6–9 ton masy — kilkakrotnie więcej z tej samej powierzchni. Polska sosna na siedlisku przeciętnym przyrasta znacznie wolniej i tam porównanie wypada dla konopi korzystnie. Do tego dochodzi różnica, której żadna tabela nie pokaże: konopie potrzebują gruntu ornego, konkurującego z produkcją żywności, a znaczna część surowca drzewnego w celulozowniach to zrębki z tartaków i drewno z trzebieży, czyli materiał, który i tak by powstał. „Ratowanie drzew” jest więc pojęciem znacznie mniej oczywistym, niż sugeruje hasło.
Skalę końcową widać w statystyce. Surowce niedrzewne dają dziś rzędu 5–7 % światowej produkcji mas włóknistych i są to niemal wyłącznie słoma, bagassa i bambus, przerabiane w Chinach oraz w Indiach. Masa z konopi mieści się w tym w wielkości kilkudziesięciu tysięcy ton rocznie — wobec blisko dwustu milionów ton produkcji globalnej to ułamek promila.
Najbardziej rozpowszechnione twierdzenie o tym materiale brzmi: Deklaracja Niepodległości i Konstytucja Stanów Zjednoczonych zostały spisane na papierze konopnym. Jest nieprawdziwe, i to w sposób niewymagający rozstrzygania sporów o skład włóknisty. Oba dokumenty w wersji uwierzytelnionej sporządzono na pergaminie — wyprawionej skórze zwierzęcej, najczęściej cielęcej lub owczej. Pergamin nie jest papierem gorszym ani lepszym; nie jest papierem w ogóle, bo nie powstaje z zawiesiny włókien roślinnych, tylko z odwapnionej, napiętej i wygładzonej skóry. Amerykańskie Archiwum Narodowe, które przechowuje oryginały w rotundzie w Waszyngtonie, opisuje je tak od zawsze i nigdy nie twierdziło inaczej.
Sprawę rozstrzyga zapis w dziennikach Kongresu Kontynentalnego. 19 lipca 1776 r. — czyli dwa tygodnie po przyjęciu tekstu — Kongres postanowił, że Deklaracja ma zostać kaligraficznie przepisana na pergaminie i podpisana przez wszystkich delegatów. Podpisywanie tego egzemplarza zaczęło się 2 sierpnia 1776 r. Konstytucja powstała jedenaście lat później w tej samej technice: cztery arkusze pergaminu, przepisane we wrześniu 1787 r. ręką Jacoba Shallusa, urzędnika zgromadzenia Pensylwanii, za honorarium trzydziestu dolarów. Materiał wybrano dla trwałości i powagi aktu, dokładnie tak, jak wybierano go dla dyplomów, przywilejów i traktatów przez całe wcześniejsze stulecia.
Prawdą jest wersja słabsza, i wcale nie jest banalna. Wszystkie robocze materiały epoki — brudnopisy, korespondencja, składy drukarskie, ulotne druki rozsyłane do kolonii — powstawały na papierze czerpanym ze szmat, a szmaty amerykańskie i europejskie lat siedemdziesiątych XVIII w. to w przeważającej mierze len i konopie. Brudnopis Deklaracji, ten pisany ręką Thomasa Jeffersona z poprawkami Adamsa i Franklina, jest właśnie na takim papierze. Można więc uczciwie powiedzieć, że wersje robocze najprawdopodobniej powstały na papierze z udziałem włókna konopnego — to zdanie zupełnie innego rodzaju niż „Konstytucja jest napisana na konopiach”.
Prawdą jest również, że George Washington i Thomas Jefferson uprawiali konopie w swoich majątkach i pozostawili po tym zapiski. Prowadzili je jednak jako roślinę włóknistą i nasienną, na sznury, worki, sieci i płótno robocze; w tamtej gospodarce była to pozycja tak oczywista jak len czy tytoń. Cytowane w internecie zdania z listów Washingtona dotyczą nasion do siewu na włókno i nie mówią nic o papierze ani o czymkolwiek innym.
Zestaw twierdzeń o dokumentach amerykańskich, o „miliardowej uprawie” i o rzekomym spisku przemysłu drzewnego spopularyzowała wydana w 1985 r. książka Jacka Herera The Emperor Wears No Clothes. Jej oś stanowi teza, że amerykańska ustawa podatkowa z 1937 r. została przeforsowana po to, żeby uchronić producentów masy drzewnej i chemikaliów przed konkurencją ze strony konopi. Argument rozsypuje się na chronologii. Przejście papiernictwa na drewno dokonało się między latami 40. XIX w. a przełomem stuleci: gazety drukowano na masie ścieralnej od lat 70. XIX w., proces siarczanowy działał przemysłowo od lat 90., a konopie nigdy nie były surowcem gazetowym i nigdy o ten rynek nie konkurowały. W 1937 r. nie było czego bronić — spór o surowiec zamknął się czterdzieści lat wcześniej i zamknęły go koszty, nie ustawy.
Bliźniaczy mit dotyczy banknotów. Papier banknotowy rzeczywiście nie jest papierem drzewnym, bo musi wytrzymać tysiące zgięć, pranie i wilgoć — ale surowcem jest w nim przede wszystkim bawełna. Banknoty euro wykonuje się z czystego włókna bawełnianego, papier banknotu amerykańskiego to mieszanka mniej więcej trzech czwartych bawełny i jednej czwartej lnu. Konopie w tej roli występują historycznie i wyjątkowo, głównie w papierach zabezpieczonych o mniejszym nakładzie. Zdanie „dolar jest drukowany na konopiach” powiela dokładnie ten sam schemat co zdanie o Konstytucji: prawdziwą obserwację, że dokumenty i pieniądze robi się z włókien łykowych i bawełny zamiast z drewna, zamienia w konkretne twierdzenie o gatunku rośliny, którego nikt nie sprawdził.
Ostatni człon mitu głosi, że papier konopny przetrwa tysiąc lat, podczas gdy zwykły rozsypie się w ciągu dekad. Obserwacja wyjściowa jest trafna: średniowieczne kodeksy na papierze szmacianym są dziś w lepszym stanie niż powieści wydane w 1900 r. Przyczyna leży jednak gdzie indziej niż w gatunku rośliny.
Od lat 80. XX w. papiernie wróciły do zaklejania w środowisku obojętnym i zasadowym, z węglanem wapnia jako wypełniaczem stanowiącym zarazem rezerwę alkaliczną. Norma ISO 9706 opisuje papier trwały właśnie przez te parametry — odczyn, rezerwę alkaliczną, liczbę kappa, odporność na rozdzieranie — i nie wymienia w nich żadnej rośliny. Trwały papier drzewny spełnia ją bez trudu, a papier konopny wyprodukowany na kwaśno rozpadłby się jak każdy inny.
Mit ma jeszcze jedno dno, botaniczne. Konopie dostarczające słomy papierniczej i genetyki zebrane w katalogu odmian należą do tego samego gatunku, ale są przedmiotem hodowli prowadzonej w przeciwnych kierunkach. Surowiec włóknisty pochodzi z zarejestrowanych odmian rolniczych o niskiej zawartości THC, sianych gęsto po to, żeby rośliny wyciągnęły jedną prostą, nierozgałęzioną łodygę z długim pierścieniem łyka. Nazwy takie jak Afghani, Hindu Kush, Thai, Colombian Gold, Mexican, Durban Poison, Haze, Northern Lights czy Skunk #1 odsyłają do linii, w których łodyga nigdy nie była kryterium wyboru: rośliny rozgałęziają się od dołu i mają cienki pierścień łyka.
Bywają one grupowane w formy określane jako indica i sativa, czemu poświęcony jest osobny tekst o różnicach między typami konopi. Podział ten opisuje pochodzenie hodowlane rośliny, a nie sposób, w jaki wpływa ona na organizm. Z papiernictwem nie łączy tych linii nic poza gatunkiem i nazwą rodzajową — a to właśnie po tej nazwie mit przenosi twierdzenia z jednego kontekstu w drugi, również wtedy, gdy próbuje odpowiedzieć na pytanie, czym w ogóle jest ta roślina.
Wbrew obu skrajnościom — i tej, że surowiec zniknął, i tej, że lada moment zastąpi drewno — masa z łyka konopnego ma dziś rynek stabilny, mały i całkiem dobrze płatny. Wspólny mianownik wszystkich zastosowań jest ten sam: liczy się wytrzymałość arkusza przy gramaturze, przy której drewno przestaje wystarczać.
To zdecydowanie najpoważniejszy przemysłowy odbiór masy łykowej i jednocześnie ten, o którym w rozmowach o ekologii wspomina się najrzadziej. Papier papierosowy ma gramaturę rzędu 18–28 g/m² i musi jednocześnie być nieprzezroczysty, wytrzymały na maszynie pakującej i przepuszczalny dla powietrza w ściśle określonym zakresie. Robi się go z mieszanki mas lnianych i konopnych z dużym dodatkiem węglanu wapnia — wypełniacz sięga trzydziestu procent masy arkusza i reguluje zarówno biel, jak i przebieg spalania. Producentów jest w Europie garstka, wszyscy pracują na wąskich maszynach i wszyscy kupują masę łykową od wyspecjalizowanych dostawców. Ta jedna kategoria pochłania większość światowej produkcji mas z łyka lnianego i konopnego.
Poza banknotami, gdzie panuje bawełna, istnieje szeroka kategoria papierów o podwyższonej trwałości i odporności mechanicznej: papiery na akcje i obligacje, dyplomy, akty notarialne, znaczki, arkusze ze znakiem wodnym i włóknami zabezpieczającymi. Tutaj masa konopna pojawia się regularnie jako składnik mieszanek, bo daje wysoką odporność na rozdzieranie i charakterystyczny, twardy chwyt arkusza. Nakłady są małe, wymagania wysokie, a cena surowca ma znaczenie drugorzędne — czyli dokładnie odwrotnie niż w papiernictwie masowym.
Trzecia grupa to papiery, w których struktura ma pracować, a nie tylko nosić druk: podłoża filtracyjne do olejów i powietrza, papiery izolacyjne do kondensatorów i transformatorów, taśmy uszczelniające, arkusze na osłonki wędliniarskie, podkłady do laminatów. Wymaganie jest wspólne — utrzymać spójność arkusza przy bardzo otwartej, przepuszczalnej strukturze, w której włókien jest mało i muszą się trzymać na długich zakładkach. Krótkie włókno drzewne takiego arkusza nie utrzyma. Historycznie do tej grupy należała też bibuła do herbaty, dziś zdominowana przez abakę, cieńszą i tańszą w obróbce.
Ostatnia nisza jest najmniejsza i zarazem najbardziej widoczna dla zwykłego odbiorcy. Małe czerpalnie w Europie i Ameryce Północnej wytwarzają arkusze z udziałem masy konopnej na potrzeby grafiki warsztatowej, akwareli, introligatorstwa artystycznego i wydawnictw bibliofilskich. Osobnym odbiorcą są pracownie konserwacji papieru, gdzie długowłóknista, obojętna chemicznie masa służy do uzupełniania ubytków i podklejania kart — tu długość włókna i brak kwasowości nie są zaletą marketingową, tylko warunkiem dopuszczenia materiału do zabytku. W Polsce najłatwiej zetknąć się z tą techniką w młynie w Dusznikach-Zdroju, gdzie czerpalnia pracuje w budynku z 1605 r. i wytwarza arkusze tą samą metodą, którą opisywano w podręcznikach sprzed czterystu lat.
Cena tłumaczy resztę. Rynkowa masa siarczanowa z drewna iglastego kosztuje kilkaset dolarów za tonę i jest towarem giełdowym o standardzie znanym każdemu odbiorcy. Masa z łyka konopnego bywa kilkakrotnie droższa, kupuje się ją u konkretnego wytwórcy, a jej parametry zmieniają się wraz z rocznikiem i sposobem przygotowania słomy. Dopóki ta różnica się utrzymuje, surowiec pozostanie tam, gdzie jest teraz: w wyrobach, w których arkusz papieru stanowi ułamek kosztu produktu i musi zrobić coś, czego drewno nie potrafi.
Nie. Uwierzytelniony, podpisany egzemplarz Deklaracji, tak samo jak Konstytucja Stanów Zjednoczonych, sporządzono na pergaminie, czyli wyprawionej skórze zwierzęcej — Kongres Kontynentalny postanowił o tym uchwałą z 19 lipca 1776 r. Pergamin nie zawiera włókien roślinnych i nie jest papierem. Prawdziwa jest natomiast wersja słabsza tego twierdzenia: brudnopisy i druki robocze epoki powstawały na papierze czerpanym ze szmat lnianych i konopnych.
Trzema rzeczami. Włókno jest w nim kilkanaście razy dłuższe niż drzewne, co daje wyraźnie wyższą odporność na rozdzieranie przy tej samej gramaturze. Surowiec zawiera kilkakrotnie mniej ligniny, więc jego roztwarzanie i bielenie wymaga łagodniejszych warunków oraz mniejszej ilości chemikaliów. I wreszcie masa jest kilkakrotnie droższa, produkowana w małej skali i sprzedawana poza rynkiem giełdowym. W typowym zastosowaniu biurowym żadna z pierwszych dwóch zalet nie jest odczuwalna, trzecia — jak najbardziej.
Przy pozostałych warunkach równych — nieco tak, bo dłuższe włókno dłużej zachowuje wytrzymałość mimo postępującej degradacji celulozy. Ale o trwałości arkusza decydują przede wszystkim dwie rzeczy niezależne od gatunku rośliny: obecność ligniny oraz kwasowość, wynikająca głównie z dawnego zaklejania kalafoniowo-ałunowego. Papier drzewny wyprodukowany zgodnie z normą ISO 9706 przetrwa stulecia, a papier konopny zaklejony na kwaśno rozpadnie się tak samo jak każdy inny.
Liczba pochodzi z biuletynu Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych z 1916 r., dotyczyła paździerza i porównywała go z lasem naturalnym o długiej kolei rębnej. Wobec współczesnej plantacji eukaliptusowej, dającej 6–9 ton masy włóknistej z hektara rocznie, konopie z ich 1–2 tonami masy z łyka wypadają gorzej; wobec wolno przyrastającego drzewostanu w klimacie umiarkowanym — lepiej. Odpowiedź zależy więc od tego, z czym się porównuje, i nie ma jednej wartości liczbowej.
Bo każdy etap jest droższy niż w gospodarce drzewnej. Słomę trzeba skosić w kilkutygodniowym oknie i przechować rok w suchym magazynie, przewieźć w belach o niskiej gęstości nasypowej, oddzielić łyko od paździerza, roztworzyć w małej instalacji bez pełnego odzysku chemikaliów i uformować na wolnej, wąskiej maszynie przy niskim stężeniu masy. Każdy z tych kroków dokłada koszt, którego celulozownia kraftowa albo nie ponosi, albo rozkłada na milion ton produkcji rocznie.
Materiał ma charakter informacyjny i encyklopedyczny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do stosowania. Medyczna marihuana jest w Polsce dostępna wyłącznie na receptę, a o doborze produktu decyduje lekarz prowadzący.
Opisujemy odmiany na podstawie deklaracji producentów i dokumentacji hodowlanej. Gdy dane nie istnieją, zapisujemy to wprost, zamiast podawać domysł.
Kosmetyki konopne to produkty kosmetyczne w rozumieniu rozporządzenia (WE) nr 1223/2009, których receptura zawiera surowiec pochodzący z gatunku Cannabis sativa L. Pod…
Włókno konopne to włókno łykowe wydzielane z kory łodygi konopi siewnych (Cannabis sativa L.). Stanowi 20–35 % suchej masy łodygi, składa się…
Olej z nasion konopi i olej CBD pochodzą z tej samej rośliny, ale z dwóch różnych jej części, powstają w dwóch różnych…
Używamy plików cookie niezbędnych do działania strony. Za Twoją zgodą chcemy też mierzyć ruch i wyświetlać reklamy. Zgody nie musisz udzielać — strona działa bez niej tak samo. Polityka prywatności