Przejdź do treści
Nazwy i marki

Jak czytać opis odmiany — co znaczy każde pole i czego nie gwarantuje

odmianymarihuany · · zaktualizowano 2 sierpnia 2026 · 16 min czytania
Jak czytać opis odmiany — co znaczy każde pole i czego nie gwarantuje — ilustracja do artykułu

Opis odmiany nie jest jednym tekstem, tylko zestawem pól o zupełnie różnym pochodzeniu: jedne dają się sprawdzić w dokumencie, drugie są rekonstrukcją z relacji hodowcy, trzecie deklaracją dotyczącą jednej partii materiału, a jeszcze inne — opisem słownym, za którym nie stoi żaden pomiar. Jak czytać opis odmiany? Przede wszystkim tak, żeby rozpoznać, do której z tych grup należy wiersz, na który akurat patrzysz. Nazwa, rodowód, typ, procent THC, terpen wiodący i oznaczenie producenta mają w tym zestawieniu bardzo różną moc dowodową, choć na stronie stoją jeden pod drugim i wyglądają tak samo.

Prawie wszystkie nieporozumienia wokół opisów biorą się z jednego pomylenia: zapis dotyczący nazwy bywa czytany jak zapis dotyczący konkretnego materiału, a zapis dotyczący jednej przebadanej próbki — jak stała cecha całej linii. To dwa różne poziomy. Poniżej rozkładamy hasło katalogowe na części pierwsze i przy każdym polu odpowiadamy na trzy pytania: skąd się bierze zapis, kto go ustala i czego nie gwarantuje.

Opis odmiany składa się z pól o różnej mocy dowodowej

Hasło w naszym katalogu — i w większości katalogów, które warto czytać — zaczyna się od zestawienia w rodzaju „w pigułce”: nazwy w obiegu, hodowca, rok powstania, rodowód, typ, THC i CBD z dopiskiem „oznaczenie producenta”, terpen wiodący, czasem nagrody. Potem idą sekcje opisowe: skład, aromat i smak, pokrój i budowa. Na końcu stoi nota redakcyjna, w której zapisujemy, co pochodzi z relacji, a co z dokumentacji.

Wszystkie te wiersze mają jednakowy krój pisma, ale nie mają jednakowego statusu. Da się je rozdzielić na cztery klasy:

  • Zapisy sprawdzalne w źródle zewnętrznym — rok konkursu i jego wynik, nazwa podmiotu, ugoda sądowa, zmiana oznaczenia. Istnieje dokument albo protokół, do którego można sięgnąć.
  • Rekonstrukcje z relacji — rodowód, rok powstania linii, autorstwo selekcji. Zwykle znamy je wyłącznie z opowieści uczestników, często spisanej dwadzieścia lat po fakcie.
  • Deklaracje dotyczące jednej partii — procent THC i CBD, terpen wiodący. Pochodzą ze świadectwa analizy konkretnej serii albo z materiałów hodowcy dla całej linii i te dwa źródła znaczą co innego.
  • Opisy słowne bez jednostki — aromat, smak, pokrój. Nie ma za nimi ani pomiaru, ani znormalizowanego słownika.

Zebrane razem wygląda to tak:

Pole opisu Skąd pochodzi zapis Kto go ustala Czego nie gwarantuje
Nazwa handlowa Obieg handlowy i katalogi Hodowca, potem sprzedawcy Że dwa materiały o tej nazwie są tym samym
Nazwy w obiegu Zestawienie redakcyjne wariantów zapisu Redakcja katalogu Że wszystkie warianty odsyłają do jednego pochodzenia
Hodowca Deklaracja firmy nasiennej lub wytwórcy Podmiot wydający materiał Że każdy egzemplarz pod tą nazwą od niego pochodzi
Rok powstania Relacje, prasa branżowa, protokoły konkursów Uczestnicy zdarzeń Rozstrzygnięcia między datą krzyżowania a datą premiery
Rodowód (A × B) Relacja hodowcy, rzadko dokumentacja Autor krzyżowania Że materiał w ręku jest tym samym pokoleniem
Typ i procenty Konwencja handlowa Hodowca albo sprzedawca Niczego — to nie jest wynik pomiaru
THC i CBD Świadectwo analizy serii albo widełki hodowcy Laboratorium na zlecenie producenta Że kolejna partia da tę samą wartość
Terpen wiodący Ta sama analiza co kannabinoidy Laboratorium Stałości — kolejność potrafi się zamienić
Aromat i smak Opis autora hasła Redakcja albo producent Powtarzalności — brak słownika normatywnego
Pokrój i budowa Obserwacje hodowców i opisy botaniczne Autor opisu Że każdy egzemplarz będzie wyglądał tak samo
Nagrody Protokół konkursu z danego roku Organizator i jury Że dotyczą materiału krążącego dziś pod tą nazwą

Czwarta kolumna jest w tym zestawieniu najważniejsza i to ona organizuje resztę tekstu. Pole opisu rzadko kłamie — dużo częściej mówi mniej, niż czytelnik zakłada.

Nazwa handlowa: etykieta, którą może nadać każdy

Nazwa odmiany konopi nie jest nazwą odmiany w rozumieniu prawa nasiennego. Rośliny uprawne mają Międzynarodowy Kodeks Nomenklatury Roślin Uprawnych, a przy nim sieć organów rejestrujących, które przyjmują zgłoszenia nowych kultywarów i pilnują, żeby jedna nazwa odsyłała do jednego materiału. Dla róż, storczyków czy jabłoni takie urzędy istnieją od dziesięcioleci. Dla konopi odurzających nie ma żadnego. Konopie włókniste są tu wyjątkiem odwrotnym: ich odmiany figurują we wspólnotowym katalogu odmian roślin rolniczych i podlegają badaniom urzędowym — powód, dla którego jedna gałąź gatunku ma rejestr, a druga nie, jest wyłącznie prawny. Szerzej rozkłada to na czynniki tekst o katalogu odmian.

Skutek praktyczny jest taki, że nazwa działa jak oznaczenie handlowe, a nie jak numer katalogowy. Nadaje ją ten, kto pierwszy wypuści materiał, i nikt nie ma uprawnienia, by ją komukolwiek odebrać albo przypisać. Stąd w naszych hasłach osobne pole „nazwy w obiegu” — bez niego znaczna część katalogu byłaby nie do połączenia. Rozjazdy idą w dwie strony i warto je rozróżniać.

Jeden materiał pod kilkoma zapisami

Najczystszy przypadek to Gorilla Glue, gdzie o zmianie nazwy przesądził dokument, a nie biologia. Amerykański producent klejów pozwał hodowców o naruszenie znaku towarowego, a we wrześniu 2017 roku strony zawarły ugodę: linia porzuciła pierwotne oznaczenie i funkcjonuje odtąd jako GG4 albo Original Glue. Materiał się nie zmienił — zmienił się napis. W europejskich katalogach stara forma żyje dalej, więc te same rośliny stoją dziś w obiegu pod trzema zapisami naraz.

Bywa też prościej i bez sądu. Blueberry krąży również jako Berry Blue, a Wedding Cake jako Pink Cookies i Triangle Mints #23 — trzy nazwy, jeden materiał wyjściowy, żadnej instancji, która by to rozstrzygnęła. Osobny wariant to nazwa podmiotu postawiona przed nazwą odmiany. Taki przedrostek wskazuje, kto odpowiada za daną serię, i nie oznacza nowej linii hodowlanej.

Jedna nazwa na kilku materiałach

Kierunek odwrotny jest gorszy dla czytelnika, bo niewidoczny. Badania genetyczne z ostatniej dekady — praca zespołu Sawlera z 2015 roku i analizy Schwabe i McGlaughlina z 2019 — pokazały, że próbki noszące tę samą nazwę bywają genetycznie dalsze od siebie niż próbki o nazwach różnych; ten wątek rozwija tekst o nazwach wprowadzających w błąd. Dla czytania opisu wystarczy jeden wniosek: nazwa jest adresem w katalogu, nie identyfikatorem rośliny.

Sama nazwa bywa za to źródłem informacji pobocznej, o ile wie się, czego w niej szukać. Człon geograficzny wskazuje zwykle materiał miejscowy — jak w Durban Poison, gdzie „Durban” to port w Republice Południowej Afryki, a „poison” nie znaczy nic poza konwencją nazewniczą lat siedemdziesiątych. Człon rodzinny bywa wskazówką genealogiczną: „blue” w nazwie zapowiada najczęściej Blueberry gdzieś w rodowodzie, co widać choćby w Blue Dream. A człon deserowy nie mówi o pochodzeniu prawie nic — za to całkiem dobrze datuje hasło, bo ta konwencja weszła do obiegu po 2010 roku.

Rodowód zapisany znakiem × — skąd wiadomo, kto był rodzicem

Wiersz „rodowód” wygląda na najbardziej techniczne pole całego opisu i właśnie dlatego bywa przeceniany. Zapis A × B pochodzi z genetyki roślin, gdzie konwencja jest jasna: po lewej stoi roślina mateczna, po prawej dawca pyłku. W katalogach odmian konopi konwencja bywa dochowana, ale nikt jej nie pilnuje, więc kolejność członów nie jest wiążąca.

Poważniejsze jest co innego. Rodowód opisuje krzyżowanie, a nie egzemplarz, który z tego krzyżowania wybrano. Z jednego zapylenia powstaje potomstwo o rozrzuconych cechach; hodowca wybiera z niego jedną roślinę i to ona zostaje pod nazwą, podczas gdy rodowód nadal opisuje całe krzyżowanie. Zapis nie mówi też, w którym pokoleniu jest materiał, który trzymasz — czy to potomstwo pierwszego pokolenia, czy efekt kilku krzyżowań wstecznych. Notacja, która to rozstrzyga, jest osobnym tematem i osobnym polem opisu, tylko że w hasłach katalogowych pojawia się rzadko.

Do tego dochodzi warstwa źródeł. Rodowody najstarszych linii znamy wyłącznie z relacji hodowców, bo dokumentacji nikt nie prowadził — a w przypadku pracy prowadzonej w latach siedemdziesiątych prowadzić jej po prostu nie mógł. Zapis Blueberry brzmi Afghani × Thai × Purple Thai i podawany bywa w kilku wariantach kolejności; wiadomo, że selekcja trwała kilkanaście lat, ale nie istnieje żaden papier, który by ją potwierdzał. W takich sytuacjach zaznaczamy to w nocie redakcyjnej hasła, zamiast udawać, że rodowód jest ustalony.

Trzecia pułapka to rodowód sięgający odmian miejscowych. Kiedy w zapisie stoi nazwa populacji regionalnej — jak Durban Poison po jednej stronie Girl Scout Cookies — znak × zasłania fakt, że po tamtej stronie nie było jednej rośliny, tylko zbiorowość o dużym rozrzucie cech. Dwa krzyżowania wykonane w odstępie kilku lat na materiale z tej samej populacji mogą dać wyraźnie różne potomstwo, choć rodowód zostanie zapisany identycznie.

Czego więc rodowód nie gwarantuje? Powtarzalności. Co daje w zamian? Kierunek pokrewieństwa i przybliżoną datę — a to wystarczy, by zrozumieć, dlaczego Northern Lights stoi w drzewach genealogicznych kilkudziesięciu późniejszych haseł, a OG Kush w jeszcze większej ich liczbie.

Pole „typ” i procenty, których nikt nie mierzy

Wiersz „typ” przyjmuje w katalogach trzy wartości — indica, sativa albo hybryda — i bywa uzupełniany procentem w rodzaju „około 85% indica”. Warto wiedzieć, skąd bierze się jedno i drugie, bo są to zapisy różnego rodzaju.

Same nazwy mają metrykę botaniczną. Jean-Baptiste Lamarck opisał w 1785 roku Cannabis indica jako gatunek odrębny od Cannabis sativa, opierając się na materiale z Indii. W 1976 roku Ernest Small i Arthur Cronquist zaproponowali ujęcie przeciwne — jeden gatunek z podgatunkami — i to ono przyjęło się w botanice. Handel poszedł tymczasem własną drogą i zaczął używać obu słów jako etykiet pokroju i pochodzenia materiału. Podział ten opisuje pochodzenie hodowlane rośliny, a nie sposób, w jaki wpływa ona na organizm. Rozwinięcie tego wątku znajdziesz w tekście o różnicach między typami konopi.

Procent jest osobną sprawą i tu odpowiedź jest krótka: za liczbą „85%” nie stoi żadna jednostka ani żadna procedura. Nie ma pomiaru, który by orzekał, w ilu procentach roślina jest indicą; nie ma też progu, powyżej którego wolno napisać jedno albo drugie. Liczba pochodzi z deklaracji hodowcy i opiera się na jego wiedzy o rodowodzie — czasem rzetelnej, czasem zaokrąglonej do liczby, która lepiej wygląda w katalogu. Analizy obejmujące cały genom pokazują przy tym, że deklarowane proporcje słabo pokrywają się ze strukturą genetyczną próbek; jak takie badania się prowadzi, opisuje tekst o mapowaniu DNA konopi.

W praktyce pole „typ” najlepiej czytać jak wskazówkę porządkową: mówi, w której części katalogu hasło zostało umieszczone i z jakiej rodziny materiału się wywodzi. Właśnie dlatego materiał afgański stoi wśród haseł indica, a linie tajskie wśród sativ — jedne i drugie mają odmienny pokrój i odmienne pochodzenie geograficzne, i to jest cała treść tego rozróżnienia.

Liczby po nazwie: co naprawdę znaczy „oznaczenie producenta”

To pole myli najczęściej, bo wygląda najbardziej naukowo. W haśle Blueberry stoi na przykład: THC 18% (oznaczenie producenta), 16–24% w materiałach hodowców. Są to dwa zapisy o zupełnie różnym zasięgu i celowo podajemy je obok siebie.

Pierwsza liczba pochodzi ze świadectwa analizy konkretnej serii materiału. Laboratorium dostaje próbkę, oznacza zawartość kannabinoidów i wystawia dokument — a dokument ten dotyczy tego, co zbadano, i niczego więcej. Druga wartość, podana widełkami, to zakres z materiałów hodowcy dla całej linii: informacja o tym, w jakich granicach mieszczą się wyniki spotykane w obiegu. Pierwsza mówi o partii, druga o nazwie.

Do tego dochodzą trzy rzeczy, o których opisy zwykle milczą.

Po pierwsze, dwie liczby dla tej samej próbki mogą być poprawne naraz. W żywej roślinie kannabinoidy występują głównie w postaci kwasowej, a dopiero pod wpływem ciepła przechodzą w formę neutralną. Laboratoria podają więc albo samą formę neutralną, albo wartość przeliczoną, w której do zawartości formy neutralnej dolicza się kwasową pomnożoną przez współczynnik 0,877 — różnica mas cząsteczkowych. Ta sama próbka może zatem figurować raz jako 15%, raz jako 20%, bez żadnej nieuczciwości po drodze, jeśli tylko nie sprawdzimy, którą konwencję zastosowano.

Po drugie, wynik zależy od laboratorium. Nathaniel Jikomes i Michael Zoorob opublikowali w 2018 roku w „Scientific Reports” analizę kilkudziesięciu tysięcy oznaczeń z rynku stanu Waszyngton i wykazali, że różnice między placówkami badawczymi są systematyczne — jedne pracownie regularnie podawały wartości wyższe od innych dla porównywalnego materiału. Nie chodzi o pojedynczy błąd, tylko o rozjazd metodyczny między laboratoriami, które nie mają wspólnej procedury odniesienia.

Po trzecie, etykieta bywa rozbieżna z ponownym pomiarem. Zespół Anny Schwabe zbadał w 2023 roku próbki kupione w legalnych punktach sprzedaży w Kolorado i porównał wynik z liczbą wydrukowaną na opakowaniu. Mniej niż jedna trzecia próbek mieściła się w granicach 15% od deklaracji, a przeważająca większość rozbieżności szła w jedną stronę — zmierzona wartość była niższa od podanej. Praca ukazała się w „PLOS ONE” i dotyczy rynku amerykańskiego, ale mechanizm jest ogólny: liczba na etykiecie jest zapisem jednego oznaczenia, nie własnością nazwy.

Wniosek z tych trzech punktów jest jeden i dotyczy sposobu czytania, nie samych liczb. Wartość podana w opisie odmiany opisuje przeszłość konkretnej próbki. Jeżeli hasło podaje ją bez wskazania źródła — bez informacji, czy to oznaczenie serii, czy zakres hodowcy — to najsłabsze pole całego opisu, choć wygląda na najmocniejsze.

Terpen wiodący i aromat — pole, które zmienia się razem z materiałem

Wiersz „terpen wiodący” albo „terpen dominujący” znaczy dokładnie tyle: który związek miał największy udział w przebadanej próbce. Nie jest to cecha odmiany, tylko wynik jednego oznaczenia — i bywa niestabilny w sposób, który zaskakuje nawet czytelników obeznanych z tematem.

Najlepszy przykład stoi w haśle Blueberry: dwa niezależne oznaczenia tego samego materiału wskazały różne związki wiodące — jedno mircen, drugie kariofilen. Żadne nie jest błędne. Powód jest fizyczny: monoterpeny, do których należą mircen, limonen i pinen, są związkami bardziej lotnymi niż seskwiterpeny, takie jak kariofilen czy humulen. Proporcje w materiale świeżym i przechowywanym różnią się na tyle, że kolejność na liście potrafi się odwrócić; opisali to już w 1996 roku Samir Ross i Mahmoud ElSohly, porównując skład olejku lotnego materiału świeżego i wysuszonego. Analiza wykonana w innym momencie na tej samej serii może zatem dać inny wiersz w tabeli.

Same terpeny opisujemy w hasłach wyłącznie zapachem i występowaniem w przyrodzie, bo to jedyne, co da się o nich powiedzieć bez wchodzenia na teren zastrzeżony dla lekarza. Mircen ma woń ziemistą i lekko piżmową; poza konopiami występuje w chmielu, tymianku i liściu laurowym. Limonen odpowiada za nutę cytrusową i jest głównym składnikiem olejku ze skórki pomarańczy. Kariofilen pachnie pieprzem — ten sam związek znajdziemy w pieprzu czarnym i w goździkach. Linalol jest kwiatowy i kojarzony przede wszystkim z lawendą. Szerzej pisze o tym osobny artykuł o terpenach.

Pole „aromat i smak” jest jeszcze innego rodzaju: to jedyny wiersz opisu zapisany słowem zamiast liczby, i to słowem pożyczonym. Branża opisuje wonie w rejestrze przejętym z winiarstwa i perfumerii, ale bez czegokolwiek na kształt koła zapachów czy panelu sensorycznego o ustalonym słowniku. Nie istnieje norma, która by mówiła, co znaczy „ziemisty” albo „cytrusowy”. Dwie osoby opisujące tę samą serię napiszą co innego i obie będą w porządku.

Do tego część określeń nie odsyła do żadnego pojedynczego związku. Nuta paliwowa, od której wzięła nazwę Sour Diesel, nie pochodzi od terpenu, tylko od lotnych związków siarki obecnych w ilościach śladowych, opisanych dopiero w ostatnich latach. Podobnie serowa nuta Cheese nie ma odpowiednika w tabeli terpenów. To pole trzeba więc czytać jako relację z wrażenia, a nie jako opis składu — i nie oczekiwać, że da się je z czymkolwiek skonfrontować.

Skąd biorą się różnice między dwiema partiami tej samej nazwy

Wszystkie powyższe zastrzeżenia zbiegają się w jednym pytaniu, które czytelnik katalogu zadaje sobie prędzej czy później: skoro nazwa jest ta sama, dlaczego opisy i liczby się rozjeżdżają? Źródła są cztery i nakładają się na siebie.

  • Nazwa obejmuje kilka linii. Genetyka przekazana w latach dziewięćdziesiątych kilku podmiotom rozeszła się w kilka niezależnych gałęzi. Blueberry jest podręcznikowym przykładem — to raczej rodzina spokrewnionych linii niż jedna ustabilizowana odmiana, a dwa dzisiejsze oznaczenia mogą pochodzić z materiału rozdzielonego trzydzieści lat temu.
  • Potomstwo z nasion się rozszczepia. Rośliny z jednej partii nasion nie są kopiami. Hodowca wybiera z nich jeden egzemplarz i to jego dalej rozmnaża wegetatywnie, ale ktoś inny wybierze inny — i obaj będą używać tej samej nazwy w dobrej wierze.
  • Genotyp wyznacza możliwości, nie wartości. Proporcja między głównymi kannabinoidami jest cechą dziedziczną, rozstrzyganą przez jeden odcinek DNA, co ustalili Ernest Small i David Beckstead już w 1973 roku. Poziom bezwzględny to jednak zupełnie inna sprawa: zależy od warunków, w jakich roślina rosła, i potrafi się różnić między seriami z jednego materiału wyjściowego. To samo dotyczy pokroju, barwy i proporcji terpenów.
  • Materiał zmienia się po zbiorze. Czas, światło i ciepło przesuwają skład: część THC przechodzi w CBN, a lotne monoterpeny ubywają szybciej niż seskwiterpeny. Oznaczenie sprzed roku opisuje więc materiał, którego już nie ma w tej postaci.

Do tych czterech dochodzi piąte źródło, tym razem nie po stronie rośliny, tylko pomiaru — omówiony wyżej rozjazd między laboratoriami i między konwencjami przeliczania. W sumie daje to obraz, w którym opis odmiany dotyczy typu, a etykieta partii dotyczy partii, i to jest jedyne rozróżnienie, które trzeba zapamiętać z całego tego tekstu.

Nota redakcyjna, czyli pole mówiące, skąd wzięto pozostałe

Ostatni akapit hasła bywa pomijany, a jest najbardziej praktycznym elementem całego opisu. W naszym katalogu każde hasło kończy się notą, w której rozdzielamy trzy rzeczy: co pochodzi z relacji hodowcy, co z oznaczeń producentów dla konkretnych serii, a co jest podawane w rozbieżnych wersjach. Jeżeli rodowód znany jest w kilku wariantach kolejności, jest to w nocie napisane wprost.

Przy czytaniu dowolnego opisu — naszego czy cudzego — warto sprawdzić kilka rzeczy, które zajmują pół minuty:

  • Czy przy liczbie stoi informacja o źródle: oznaczenie serii czy zakres podawany przez hodowcę?
  • Czy wartość podano punktowo, czy widełkami? Widełki są zwykle uczciwsze, bo przyznają się do rozrzutu.
  • Czy rodowód opatrzono zastrzeżeniem, czy podano go tak, jakby pochodził z dokumentu?
  • Czy hasło rozróżnia nazwę linii od oznaczenia konkretnego wytwórcy?
  • Czy pole „typ” jest opisane jako pochodzenie, czy sugeruje coś więcej?

Opis, który przechodzi ten test, nie staje się przez to gwarancją — po prostu przestaje udawać, że nią jest. Cały katalog genetyk prowadzimy według tej zasady i dlatego przy części haseł zamiast liczby stoi zdanie o tym, dlaczego liczby nie ma.

Jak czytać opis odmiany — pytania o pola, liczby i rodowody

Czy opis odmiany dotyczy materiału, który mam przed sobą?

Nie. Opis dotyczy nazwy i linii hodowlanej, czyli poziomu ogólnego. Konkretnej serii materiału dotyczy wyłącznie jej własne oznaczenie, jeśli takie istnieje. Te dwa poziomy bywają w katalogach zestawione obok siebie, ale nie są wymienne i nie należy przenosić wniosków z jednego na drugi.

Dlaczego dwa opisy tej samej odmiany podają inny procent THC?

Możliwych powodów jest kilka i zwykle działają jednocześnie: inna seria materiału, inne laboratorium, inna konwencja przeliczania formy kwasowej na neutralną, a czasem po prostu jedna liczba pochodzi z oznaczenia serii, a druga z widełek podawanych przez hodowcę dla całej linii. Rozbieżność sama w sobie nie świadczy o błędzie w żadnym z opisów.

Co dokładnie znaczy zapis „Afghani × Thai”?

Że wykonano krzyżowanie między rośliną z jednej i drugiej linii — w konwencji genetycznej roślina mateczna stoi po lewej, dawca pyłku po prawej, choć w katalogach kolejność bywa dowolna. Zapis nie mówi, którą roślinę z potomstwa wybrano, w którym pokoleniu jest dostępny materiał ani ile pokoleń selekcji było potem.

Czy „85% indica” da się zmierzyć?

Nie istnieje procedura, która by taki wynik dawała, ani jednostka, w której miałby być wyrażony. Liczba pochodzi z deklaracji hodowcy opartej na rodowodzie. Czytać ją należy jako wskazanie, z jakiej rodziny materiału linia się wywodzi, i nic ponadto.

Dlaczego terpen wiodący bywa podawany różnie dla jednej odmiany?

Bo pole to opisuje wynik konkretnej analizy, a proporcje między związkami zmieniają się z czasem — monoterpeny są lotniejsze od seskwiterpenów, więc kolejność na liście potrafi się odwrócić między dwoma oznaczeniami tego samego materiału. Dlatego przy hasłach, w których źródła się rozchodzą, podajemy oba warianty zamiast wybierać jeden.

Które pole opisu jest najbardziej wiarygodne?

Te, za którymi stoi dokument zewnętrzny: rok i wynik konkursu, nazwa podmiotu wydającego materiał, rozstrzygnięcie sporu o oznaczenie. Najsłabsze są pola, które wyglądają na ścisłe, a ścisłe nie są — pojedynczy procent bez wskazania źródła i procentowy podział typu.

Materiał ma charakter informacyjny i encyklopedyczny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do stosowania. Medyczna marihuana jest w Polsce dostępna wyłącznie na receptę, a o doborze produktu decyduje lekarz prowadzący.

Podziel się: f X
odmianymarihuany

Opisujemy odmiany na podstawie deklaracji producentów i dokumentacji hodowlanej. Gdy dane nie istnieją, zapisujemy to wprost, zamiast podawać domysł.

5 komentarzy

  1. Kowal

    „Jeśli więc topy są lepkie i nie kruszą się na pył, gdy są rozdrabniane, masz dobrą oznakę wysokiej jakości marihuany.”

    To jest akurat nieprawda ponieważ konsumowałem wiele BARDZO DOBRYCH i mocnych odmian które właśnie po zgnieceniu rozruszały się w pył.

    1. Stanisław

      Pełno na rynku trawy tzw PGR poczytajcie zbite ciężkie wagowo chemiki pryskane hormonami wzrostu rakotwórczymi zabronionymi w rynku spożywczym, chryzantemy tym pryskają! . No ale waga jest i wygląd też ale co z tego jak roślina jest bezwartościowa a na dodatek toksyczna! , Pryskają też lakierem do włosów ,cukrem ,brixem+. Nie palcie i nie kupujcie tego gówna .Czarny rynek to syf tylko legalizacja pozwoli na to aby mieć dobre zdrowe zioło wiem co mówię bo pale od 20lati mam się świetnie wiek 45lat a 5km robię w 28min …Dzieci zdrowe mądre świadectwa z paskiem ,dom wybudowany prawie wszystko sam zrobiłem .Pytam się gdzie ta szkodliwość?I bzdurą jest to że palenie i thc powoduje bezpłodność i impotencje! pukam do tej pory bez żadnych wspomagaczy co drugi dzień.Teraz się zastanówcie dlaczego plemiona semickie z bliskiego wschodu gdzie jarali haszysz doszli do wszystkiego pierwsi potrafili budować potężne budowle znali matematykę ,astronomię, wymyślili alfabet np. Fenicjanie .Przecież jakby nie oni pisma byśmy nie mieli a za czasów Rzymu na naszych terenach to zacofanie i ciemnota że hoho przecież Słowianie żyli jak tubylcy w lepiankach ziemiankach dlatego wysłał cesarz Cyryla i Metodego na nasz teren i nam pismo tzw. cyrylice stworzyli w 8wieku.

      1. Jacob Junior

        fajnie ale co Twój wywód ma wspólnego z komentarzem wyżej?

  2. Kowal

    Wszystkie powyższe metody (smak, zapach, wygląd, zawartość THC) nie dają żadnej pewności że kwiaty będą miały pożądane działanie. Jedyną niezawodną metodą jest po prostu spróbować i przetestować działanie na samym sobie.

    1. Sebastian

      No Powiem ci że jesteś młody jeszcze prawdopodobnie i będziesz jeszcze dużo musiał palić i testować żeby wypowiadać się

Dodaj komentarz

Reklama Kliniki konopne — katalog placówekKliniki konopne — katalog placówek