Sirius Black brzmi jak nazwa z powieści albo z atlasu nieba. Nie pochodzi ani stąd, ani stąd. Według współzałożyciela hodowli, która ją wyprowadziła, nazwa powstała z przesłyszenia — ktoś powiedział „serious black”, czyli po prostu „porządnie czarne”, i tak zostało.
Najpierw rozdzielenie
Pod nazwą Sirius krążą w Polsce co najmniej trzy różne rzeczy. Opisujemy je przy tamtym haśle i tam też tłumaczymy, dlaczego bywają mylone.
To hasło dotyczy wyłącznie trzeciej z nich. Sirius Black jest odmianą amerykańską i nie ma z tamtymi dwiema wspólnego materiału.
Zbieżność nazw jest przypadkowa, a nie rodzinna. Materiały, które opisują je zamiennie, są po prostu błędne.
Wyprowadziła ją grupa hodowlana z Portland w stanie Oregon. Rodowodu nie ujawnia do dziś.
Nazwa z przesłyszenia, nie z książki
Skojarzenie literackie narzuca się samo. Postać o tym nazwisku występuje w cyklu powieściowym wydawanym od 1997 roku, a w trzecim tomie z roku 1999 gra rolę pierwszoplanową.
Współzałożyciel hodowli opowiada to jednak inaczej. Według niego w tamtym środowisku odmiany nie miały wtedy nazw własnych.
Określało się je przez pochodzenie albo przez barwę. O tej mówiono, że jest naprawdę czarna — i z angielskiego „serious black” zrobiło się „Sirius Black”.
Nazwa gwiazdy weszła więc do tej historii bokiem, jako zapis fonetyczny. Przy haśle Sirius pisaliśmy, że nazwy astronomiczne nie niosą żadnej informacji o roślinie.
Tutaj jest jeszcze ciekawiej. Nazwa wygląda na astronomiczną, a nie jest nią nawet z zamiaru.
Skojarzenie z powieścią dokleiło się później i dziś bywa podawane jako źródło. Chronologia mu przeczy, bo nazwa jest starsza od książki.
Fiolet z hodowli, a nie z chłodu
Odmianę wyprowadzono z jednym celem: żeby kwiatostan był ciemnofioletowy, prawie czarny.
Barwę dają antocyjany, czyli te same barwniki, które odpowiadają za kolor jagód i czerwonej kapusty. U konopi występują powszechnie, ale u większości odmian ujawniają się dopiero przy zimnych nocach.
Tu jest inaczej i to jest sedno tej linii. Współzałożyciel hodowli opisuje, że rośliny uprawiane na zewnątrz zaczynają się wybarwiać już w sierpniu, przy temperaturach powyżej trzydziestu stopni.
Barwa nie jest więc reakcją na chłód, tylko cechą utrwaloną selekcją. To rzadkie, bo większość „fioletowych” odmian wybarwia się dopiero pod koniec sezonu.
Warto zestawić to z Pink Kush, gdzie barwa z nazwy dotyczy wyłącznie znamion. Znamiona to cienkie włoski wyrastające z kwiatów, których zadaniem jest złapanie pyłku.
Przy Sirius Black wybarwia się sama tkanka kwiatostanu, a nie tylko włoski. Kontrast z pomarańczowymi znamionami jest zresztą tym, po czym tę odmianę najłatwiej rozpoznać.
Jak do tego doszło, hodowla opisuje ogólnie. Skrzyżowano dwie rośliny, które same wybarwiały się słabo, a potomstwo wyszło znacznie ciemniejsze od obojga rodziców.
Ten wynik stał się punktem wyjścia całego przedsięwzięcia. Kolejne krzyżówki poprawiały już zapach i smak, a nie barwę.
Trzy wersje rodowodu, które się wykluczają
Hodowla rodowodu nie podała nigdy. W to miejsce weszły domysły i jest ich co najmniej trzy.
Pierwsza wersja wskazuje linie fioletowe z Kalifornii, czyli Purple Urkle albo Granddaddy Purple. To wybór najbardziej oczywisty i właśnie dlatego podejrzany.
Druga wersja, powtarzana przez sprzedawców nasion, wymienia trzy nazwy naraz: Purple Kush, wietnamską linię czarną oraz Neville’s Haze.
Trzecia wersja mówi o materiale skunkowym z domieszką linii jagodowej. Miałby on być w roślinie obecny, ale słabo widoczny.
Te wersje nie dają się pogodzić. Pierwsza opisuje czystą linię fioletową, druga dokłada hazę kwitnącą kilkanaście tygodni, trzecia w ogóle nie wspomina o fiolecie u rodziców.
Żadna nie ma potwierdzenia. Wszystkie trzy powstały przez dopasowanie znanych nazw do tego, co widać w roślinie.
Roślina dzisiejsza i roślina sprzed czterdziestu lat
W opisach handlowych powtarza się zdanie, że odmianę wyhodowano w Portland w latach osiemdziesiątych. Brzmi to efektownie, ale zestawia ze sobą dwie różne rzeczy.
Sama hodowla ujmuje to ostrożniej. Dzisiejsza Sirius Black bywa opisywana jako nawiązanie do ciemnofioletowej rośliny, którą ta sama grupa uprawiała na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
To jest istotna różnica. Nawiązanie do dawnej rośliny nie oznacza, że materiał jest ten sam.
Firma pod obecną nazwą działa w warunkach rynku legalnego, czyli od stosunkowo niedawna. Ciągłość materiału przez cztery dekady jest możliwa, ale nikt jej nie udokumentował.
Zapisujemy więc obie rzeczy osobno. Data z lat siedemdziesiątych dotyczy opowieści o pochodzeniu, a nie dzisiejszej linii nasiennej.
Nasiona pod tą nazwą to jeszcze co innego
Materiał z Oregonu rozchodził się jako sadzonka. Nasiona pod nazwą Sirius Black sprzedaje dziś kilka firm, które z tamtą hodowlą nie mają nic wspólnego.
Jeden z takich sprzedawców zapisuje rodowód wprost jako krzyżówkę dwóch tajnych odmian. Podaje przy tym deklarację 60% indiki i 40% sativy oraz kwitnienie dziewięć do dziesięciu tygodni.
Opis zapachu też się rozjeżdża. Karta nasienna mówi o słodkim karmelowym winogronie i haszyszowym tle, czego opisy materiału z Oregonu nie wymieniają.
Wniosek jest praktyczny. Nazwa na opakowaniu nasion nie gwarantuje, że wyrośnie z nich roślina, o której mówi reszta tego hasła.
Zapach: winogrono, jagody i piżmo
Opisy zapachu są tu zgodniejsze niż wszystko inne.
Rdzeń to słodkie winogrono i ciemne jagody. Pod spodem opisy stawiają ziemistość z nutą piżmową, a część dokłada cytrusowy akcent.
Wykazy terpenów krążące przy tej nazwie wymieniają zwykle kariofilen, ten sam związek, który daje ostrość czarnemu pieprzowi. Obok niego mircen o zapachu znanym z chmielu i tymianku oraz limonen ze skórki cytryny.
Są to jednak wykazy z kart handlowych, a nie wyniki oznaczeń. Publicznego badania laboratoryjnego dla tej odmiany nie znaleźliśmy.
Warto dodać jedno. Antocyjany nie mają zapachu, więc ciemna barwa nie mówi nic o profilu zapachowym.
Co raportują użytkownicy
To, co niżej, nie jest naszą oceną odmiany. To zestawienie relacji zebranych poza naszą redakcją.
W opisach powtarzają się rozluźnienie, euforia i wzmożony apetyt. Część osób wymienia też pobudzenie wyobraźni.
Jedno z omówień opisuje tę linię jako fioletową odmianę mniej usypiającą niż inne z tej grupy. To pojedyncza opinia, nie ustalenie.
Relacje te nie są badaniem. Pochodzą od osób, które same zgłosiły wrażenia, a badań klinicznych dla tej odmiany nie ma.
Dochodzi problem opisany wyżej. Skoro pod tą nazwą krąży zarówno materiał z Oregonu, jak i nasiona o zupełnie innym rodowodzie, część relacji dotyczy innej rośliny.
Działania niepożądane i ryzyka
Karty handlowe tej odmiany skutków nieprzyjemnych nie wymieniają wcale. To samo w sobie warto odnotować.
W relacjach dotyczących odmian z przewagą indiki wracają natomiast suchość w ustach i suchość oczu. Dalej wymieniane bywają zawroty głowy.
Część osób zgłasza przy takich liniach niepokój, czyli odczucie odwrotne do rozluźnienia opisywanego przez inną część. Reakcje bywają wyraźnie indywidualne.
Ryzyko niepokoju i przyspieszonego tętna rośnie przy wysokiej zawartości THC. Deklaracje przy tej nazwie rozchodzą się między sprzedawcami, więc materiał z różnych źródeł nie jest porównywalny.
Konopie wpływają też na zdolność prowadzenia pojazdów i obsługi maszyn. Osobną grupą ryzyka są osoby poniżej 25. roku życia, u których mózg wciąż się rozwija. Znaczenie mają również interakcje z przyjmowanymi lekami.
Nota redakcyjna
Historię nazwy podajemy za wypowiedziami współzałożyciela hodowli. To relacja uczestnika zdarzeń, a nie dokument.
Rodowodu nie podajemy, bo hodowla go nie ujawnia. Trzy krążące wersje wymieniamy jako domysły i żadnej nie przyjmujemy.
Datowanie na lata siedemdziesiąte dotyczy opowieści o pochodzeniu. Ciągłości materiału między tamtą rośliną a dzisiejszą linią nikt nie wykazał.
Zawartości kannabinoidów, czyli związków takich jak THC i CBD, nie podajemy. Deklaracje różnią się między sprzedawcami i dotyczą różnych roślin.
Opisy odczuć pochodzą z relacji zebranych poza naszą redakcją. Podajemy je jako materiał informacyjny, a nie jako ustalenie ani zalecenie.


Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.