Skąd wzięło się „420″ — anatomia miejskiej legendy
Liczbę 420 ukuła w 1971 roku piątka uczniów San Rafael High School w kalifornijskim hrabstwie Marin. Umawiali się na 16.20 pod szkolnym…

Historia haszyszu zaczyna się od słowa, nie od rzeczy: arabskie ḥašīš znaczyło tyle co „trawa”, „suche ziele”, „pasza”, i dopiero gdzieś między XII a XIII wiekiem przylgnęło do jednego z wyrobów z konopi. Ta sama nazwa weszła do języków europejskich dwukrotnie i dwiema zupełnie różnymi drogami. Raz w XIII wieku — jako przezwisko rzucane w bliskowschodnią sektę, z którego powstało włoskie i francuskie określenie skrytobójcy. Drugi raz w XIX wieku, już wprost, przez francuskie haschisch, w ślad za kampanią egipską, paryską modą literacką i brytyjską medycyną kolonialną.
Daty, na których ta historia stoi najpewniej, są następujące: 1123 — pierwsze znane użycie przezwiska; lata pięćdziesiąte XIII wieku i schyłek XIV wieku — mamelucki Kair; 8 października 1800 — zakaz generała Menou; 1809 — odczyt Silvestre’a de Sacy; 1839 — raport O’Shaughnessy’ego; 1844–1849 — paryski Club des Hachichins; 1894 — raport indyjskiej komisji konopnej; 1925 i 1961 — konwencje międzynarodowe; 2020 — głosowanie w Wiedniu. Poniższy tekst jest o nazwie i o regionach: o tym, kto to słowo zapisywał, komu je przypinano i w jakich górskich peryferiach powstały tradycje, które przetrwały do dzisiejszych ustaw. Nie ma tu ani zdania o technologii.

W klasycznej arabszczyźnie ḥašīš to wyraz z pola semantycznego siana: suche ziele, trawa, pasza dla zwierząt, chwast. Forma ḥašīša — z rodzajnikiem określonym, „ta jedna trawa” — zaczęła w tekstach z XII i XIII wieku oznaczać coś węższego. Mechanizm jest dokładnie ten sam, który dał angielskie grass i polskie „ziele”: społeczność nazywa rzecz kłopotliwą wyrazem możliwie ogólnym, a rodzajnik i kontekst robią resztę. Nazwa jest więc z założenia omowna i już to jest informacją o statusie, jaki rzecz miała w chwili nazywania.
Roślina jako taka miała w arabskim starszą nazwę — qinnab, spokrewnioną z greckim kánnabis i z całą indoeuropejską rodziną tego wyrazu, do której należą też polskie „konopie”. Nowe słowo nie zastąpiło starego: qinnab dalej znaczyło roślinę i włókno, ḥašīš zaczęło znaczyć wyrób. To rozdzielenie nazw jest starsze niż jakikolwiek europejski dokument w tej sprawie i wraca potem w prawie międzynarodowym, które przez cały XX wiek traktowało ziele i wyrób jako dwie osobne pozycje.
Każdy region nazwał to po swojemu i każda z tych nazw mówi co innego o tym, co miejscowym wydawało się warte zapisania.
| Nazwa | Język i region | Co znaczy dosłownie |
|---|---|---|
| ḥašīš | arabski — Bliski Wschód, Egipt, Maghreb | „suche ziele, trawa, pasza”; nazwa omowna |
| kif | Maroko, arabski dialektalny | od kayf — „nastrój, stan ducha” |
| esrar | turecki, z arabskiego | od asrār — „tajemnice” |
| charas | hindi, urdu, perski — subkontynent | pochodzenie sporne, znaczenie wyjściowe niejasne |
| bang, bhang | perski i sanskryt (bhaṅgā) | nazwa rośliny, później osobnej kategorii w nomenklaturze indyjskiej |
| ganja | sanskryt gañjā — subkontynent | kategoria kwiatowa w tej samej nomenklaturze |
| anasza, nasza | Azja Środkowa, przez rosyjski | etymologia niepewna, notowana od XIX wieku |
Do słowa dorobiono też legendę założycielską. Egipski historyk al-Makrizi (1364–1442) zapisał w swoim opisie Kairu opowieść o sufickim szejchu Hajdarze z Chorasanu, zmarłym około 1221 roku, któremu przypisano odkrycie rośliny i rozpowszechnienie jej wśród derwiszów. Historia jest zgrabna i przez sześć stuleci powtarzana w kółko, ale trzeba pamiętać, kiedy została spisana: al-Makrizi pracował dwieście lat po rzekomych wydarzeniach i sam relacjonował cudzą tradycję. To nie jest źródło do dziejów rośliny — to źródło do dziejów tego, co o niej opowiadano w mameluckim Egipcie.
Do polszczyzny wyraz trafił w XIX wieku, przez francuski i niemiecki zapis (haschisch, Haschisch), a więc drogą literacko-medyczną, a nie handlową — i dlatego brzmi u nas z francuska, a nie z arabska. W polskich tekstach z tamtego stulecia chwieje się jeszcze między zapisami „haszysz” i „haszisz”. Zanim jednak przyszło to zapożyczenie, ten sam arabski rdzeń zdążył już w Europie zrobić karierę pod zupełnie inną postacią.
W 1090 roku Hasan ibn Sabbah zajął twierdzę Alamut w górach Elburs i zbudował wokół niej sieć warowni, którą nizaryccy izmailici utrzymywali w Persji i Syrii przez ponad półtora wieku. Alamut padł w 1256 roku pod naporem Mongołów Hulagu-chana, syryjskie zamki przeszły w następnych dwóch dekadach pod władzę mameluckiego sułtana Bajbarsa. Grupa prowadziła politykę zabójstw wymierzonych w konkretnych dostojników i to właśnie ta metoda — nie żadna substancja — zapewniła jej miejsce w europejskiej wyobraźni.
Przezwisko ḥašīšiyya pada pod ich adresem po raz pierwszy w znanym nam materiale w 1123 roku, w polemicznym liście fatymidzkiego kalifa al-Amira, a potem u syryjskich i egipskich autorów sunnickich. Trzy fakty o tym słowie są tu rozstrzygające. Po pierwsze, nigdy nie było samookreśleniem — nie występuje w żadnym źródle izmailickim. Po drugie, przypinano je niemal wyłącznie nizarytom syryjskim, nie perskim. Po trzecie, pojawia się w tekstach, których gatunkiem jest inwektywa, obok innych obelg z tego samego rejestru.
Do Europy słowo przywieźli krzyżowcy i przyszło w postaci już zniekształconej: assassini, heyssessini, assissini. Kariera semantyczna była błyskawiczna — w XIII i XIV wieku włoskie assassino znaczy już po prostu „skrytobójca”, bez żadnego związku z sektą; u Dantego w Piekle słowo stoi w tym właśnie, całkiem zwyczajnym znaczeniu. Wyraz oderwał się od desygnatu, zanim ktokolwiek w Europie zaczął się zastanawiać, skąd pochodzi.
Relacja Marca Polo, spisana około 1298 roku, dodała do tego obraz, który przetrwał do dziś: Starzec z Gór, ukryty ogród urządzony na podobieństwo raju, młodzieńcy przenoszeni do niego nieprzytomni i przekonani, że widzieli tamten świat. Warto jednak zauważyć dwie rzeczy. Polo nie nazywa w tym miejscu żadnej konkretnej substancji — pisze ogólnie o napoju usypiającym. I Polo nie mógł tego widzieć: Alamut padł czterdzieści lat przed jego podróżą, a on sam relacjonuje opowieść zasłyszaną w drodze.
Rangę naukową całej sprawie nadał Antoine-Isaac Silvestre de Sacy, najpoważniejszy orientalista epoki, w rozprawie o dynastii asasynów i o pochodzeniu ich nazwy, odczytanej w Instytucie Francuskim w 1809 roku i ogłoszonej drukiem kilka lat później. De Sacy wyprowadził europejskie assassin z arabskiego ḥašīšī — i to wyprowadzenie do dziś się broni. Poszedł jednak dalej i potraktował przezwisko jako opis stanu faktycznego, czyli uznał, że skoro tak ich nazywano, to znaczy, że rzeczywiście tak było. Autorytet nazwiska sprawił, że przez następne półtora wieku była to w Europie wiedza podręcznikowa.
Rozmontowała ją dopiero XX-wieczna orientalistyka. Marshall Hodgson w monografii o zakonie asasynów z 1955 roku pokazał, że ḥašīšiyya funkcjonowało w ówczesnej arabszczyźnie jako obelga o znaczeniu bliskim „hołota”, „motłoch”, „ludzie bez znaczenia”, i że nie ma powodu czytać jej dosłownie. Bernard Lewis w książce z 1967 roku doszedł do tego samego wniosku, zwracając uwagę na brak jakiegokolwiek potwierdzenia w źródłach wewnętrznych. Farhad Daftary w pracy o legendach asasyńskich z 1994 roku prześledził całą drogę tych opowieści — od syryjskiej polemiki, przez kroniki krzyżowe i Polo, po XIX-wieczną filologię — i pokazał, jak kolejne ogniwa wzajemnie się uwiarygodniały.
Zostaje z tego rozróżnienie, które warto trzymać osobno: etymologia jest prawdziwa, historia nie. Słowo „asasyn” naprawdę pochodzi od arabskiego określenia utworzonego od ḥašīš. Nie wynika z tego nic o tym, co robili ludzie z Alamutu — wynika tylko to, co myśleli o nich ich przeciwnicy. Legenda utrzymała się tak długo, bo tłumaczyła rzecz z europejskiej perspektywy niepojętą, czyli zabójstwo polityczne popełniane przez człowieka gotowego zginąć, jedną egzotyczną przyczyną.
Zanim rzecz stała się tematem europejskim, była od dawna tematem prawnym w świecie islamu. Al-Makrizi zapisał dwa epizody, które od stuleci otwierają każde omówienie: zniszczenie w latach pięćdziesiątych XIII wieku ogrodu w kairskiej dzielnicy Dżunajna, uprawianego przez sufich, oraz zakaz z końca XIV wieku, przypisywany emirowi Sudunowi Szajchuniemu, po którym karano także samych użytkowników. Szczegóły obu opowieści są trudne do zweryfikowania i w literaturze bywają podawane w różnych wersjach; pewne jest to, że mamelucka administracja uznawała sprawę za wartą interwencji.
Ciekawszy jest jednak spór prawny, który się wokół tego toczył. Koraniczny zakaz dotyczy chamr — napoju fermentowanego — więc jurysta miał realny problem konstrukcyjny: czy rzecz, której się nie pije, w ogóle podpada pod tę normę. Uczeni szkół hanafickiej i szafickiej rozstrzygali to przez analogię, spierając się, czy stosować karę przewidzianą za wino, czy karę uznaniową. Ibn Tajmijja, zmarły w 1328 roku, opowiadał się za rozwiązaniem najsurowszym. W XIV wieku powstał osobny traktat prawniczy poświęcony wyłącznie tej jednej kwestii — rzecz o tyle wymowna, że pokazuje, jak dużym problemem doktrynalnym była substancja, której klasyczne prawo nie przewidziało.
Francuska ekspedycja do Egiptu (1798–1801) zetknęła europejską armię z tą częścią miejscowej kultury na skalę wcześniej nieznaną. Skutkiem był rozkaz z 8 października 1800 roku, wydany przez generała Jacques’a-François Menou, dowodzącego armią Wschodu po zabójstwie Klébera. Rozkaz zakazywał uprawy, sprzedaży i spożycia, a także nakazywał zamknięcie lokali, w których rzecz podawano; uzasadniono go w kategoriach porządku publicznego i dyscypliny wojska. W literaturze przedmiotu bywa nazywany pierwszym nowoczesnym zakazem narkotykowym i jest to określenie w miarę uczciwe — mamy tu akt administracyjny państwa okupacyjnego, a nie wyrok kadiego.
Warto natomiast poprawić wersję popularną, którą powiela sporo tekstów w sieci: to nie był zakaz Napoleona. W październiku 1800 roku Bonaparte był od kilkunastu miesięcy z powrotem we Francji i sprawował już urząd pierwszego konsula; decyzja należała wyłącznie do Menou, człowieka, który zresztą przeszedł na islam i ożenił się w Rosetcie. Przypisywanie jej Napoleonowi jest zwykłym skrótem anegdotycznym.
Zakaz przetrwał tyle, co francuska obecność, czyli do 1801 roku. Egipt wrócił do tematu na własną rękę w drugiej połowie XIX wieku, wprowadzając kolejne ograniczenia przywozu, a w 1890 roku ustawę zakazującą przyjęła Grecja — jedno z pierwszych państw europejskich. Ta linia prowadzi prosto do Genewy 1925, gdzie to właśnie delegat egipski postawi sprawę na forum międzynarodowym.
Paryski klub, któremu zawdzięczamy całą romantyczną otoczkę słowa, działał w latach 1844–1849 w hotelu Pimodan — właściwie Hôtel de Lauzun — przy quai d’Anjou na wyspie Świętego Ludwika, w mieszkaniu wynajmowanym przez malarza Josepha-Ferdinanda Boissarda de Boisdenier. Nazwa była świadomym nawiązaniem do rozprawy de Sacy’ego: paryscy literaci nazwali się przezwiskiem średniowiecznej sekty, bo znali je z lektury najgłośniejszego orientalisty stulecia. Legenda z sekcji poprzedniej ma tu swoje bezpośrednie przedłużenie.
Postacią centralną nie był jednak żaden pisarz, tylko lekarz. Jacques-Joseph Moreau de Tours (1804–1884), psychiatra związany ze szpitalem Bicêtre, w latach 1836–1840 odbył długą podróż po Bliskim Wschodzie i przywiózł stamtąd zainteresowanie tematem. Jego pomysł badawczy był na owe czasy nowatorski: chciał uzyskać kontrolowany model zaburzeń psychicznych, żeby zrozumieć zaburzenia występujące samoistnie. Ogłoszona w 1845 roku praca Du hachisch et de l’aliénation mentale uchodzi za jedną z pierwszych monografii psychofarmakologii doświadczalnej. Klub był dla Moreau źródłem obserwacji, a literaci — jego uczestnikami badania.
Skład był taki, że sam spis nazwisk tłumaczy późniejszy rezonans: Théophile Gautier, Charles Baudelaire, Gérard de Nerval, Alexandre Dumas, Eugène Delacroix, przez pewien czas także Honoré de Balzac, który — jak głosi utrwalona relacja — bywał, lecz udziału odmówił.
Znaczenie klubu jest kulturowe, nie medyczne ani nie handlowe. Trwał pięć lat i liczył kilkunastu bywalców, a mimo to sprawił, że w europejskiej wyobraźni haszysz kojarzy się z Paryżem lat czterdziestych XIX wieku, a nie z Kairem, Fezem czy Baalbekiem, gdzie jego historia jest o pół tysiąclecia dłuższa. Rozeszły się tam także dwie drogi, które przez resztę stulecia biegły osobno: literacka, ciągnąca się przez symbolizm aż do Młodej Polski, i medyczna, o której niżej.
Europejska medycyna trafiła na temat niezależnie od paryskich literatów i wcześniej niż oni. William Brooke O’Shaughnessy (1809–1889), irlandzki lekarz w służbie Kompanii Wschodnioindyjskiej i profesor uczelni medycznej w Kalkucie, przedstawił w 1839 roku Towarzystwu Lekarskiemu i Przyrodniczemu Bengalu pracę o przetworach konopi indyjskich. Postać jest przy okazji jedną z ciekawszych w tej historii: ten sam człowiek zbudował później sieć telegraficzną Indii Brytyjskich i został za to uszlachcony.
Raport O’Shaughnessy’ego jest także źródłem etnograficznym. Autor opisał miejscową nomenklaturę — bhang, ganja, charas — czyli dokładnie te trzy kategorie, które zestawiłem w tabeli na początku, i to za jego pośrednictwem weszły one do piśmiennictwa zachodniego. Po powrocie do Wielkiej Brytanii w 1841 roku przekazał materiał aptekarzom; przetwór przygotowany przez Petera Squire’a wszedł do obrotu pod nazwiskiem wytwórcy.
Dalej sprawa toczyła się urzędowo. Wyciąg z konopi indyjskich pojawił się w farmakopei amerykańskiej w połowie XIX wieku, a monografie w farmakopei brytyjskiej w drugiej jego połowie. Osobnym wydarzeniem był raport indyjskiej komisji konopnej (Indian Hemp Drugs Commission) z lat 1893–1894 — siedmiotomowe dochodzenie oparte na przesłuchaniu ponad tysiąca świadków, do dziś jedno z najobszerniejszych przedsięwzięć tego typu. Komisja odradziła wprowadzenie zakazu i opowiedziała się za regulacją oraz opodatkowaniem.
Wykreślenie ma daty równie konkretne: farmakopea brytyjska usunęła monografie w 1932 roku, amerykańska w 1941. W wersji obiegowej odpowiada za to wyłącznie polityka — amerykańska ustawa podatkowa z 1937 roku rzeczywiście uczyniła przepisywanie tych preparatów praktycznie niewykonalnym. Ale przyczyny farmaceutyczne były równie poważne i działały wcześniej.
Regionalne tradycje związane z tą nazwą mają wspólny schemat i widać go najlepiej na dwóch przykładach śródziemnomorskich: górzyste peryferie, słaba kontrola centrum, gospodarka bez alternatywy i popyt płynący z zewnątrz. W obu przypadkach schemat trwał na tyle długo, że państwo ostatecznie zalegalizowało część zjawiska, zamiast dalej udawać, że go nie ma.
Obecność konopi w górach Rifu jest dokumentowana co najmniej od XV wieku, choć część autorów wiąże ją z ekspansją arabską kilka stuleci wcześniej. Momentem, do którego odwołuje się miejscowa argumentacja o prawie zwyczajowym, jest schyłek XIX wieku: sułtan Hassan I przyznał tolerancję dla upraw kilku wsiom w rejonie Ketamy i sąsiednich plemion. Hiszpański protektorat (1912–1956) tę tolerancję utrzymał, a przez pewien czas prowadził wręcz reglamentowany obrót miejscowym wyrobem, znanym pod nazwą kif.
Po odzyskaniu niepodległości formalny zakaz wprowadzono szybko, ale w praktyce tolerancja w Rifie trwała dalej, a od lat sześćdziesiątych region stał się głównym zapleczem rynku europejskiego. Przełom nastąpił dopiero w 2021 roku: ustawa nr 13-21 dopuściła uprawę i przetwórstwo do celów medycznych, farmaceutycznych, kosmetycznych i przemysłowych, wyłączając zastosowania rekreacyjne. W 2022 roku powołano agencję regulacyjną ANRAC, a areał objęty zezwoleniami rósł skokowo — z niecałych trzystu hektarów w 2023 roku do kilku tysięcy w latach następnych. Ciekawostką jest to, że osobne zezwolenia dotyczą miejscowej odmiany beldia: lokalna nazwa odmiany krajowej weszła do aktu prawnego.
Libańska Beka’a — okolice Baalbeku i Hermelu — ma tradycję sięgającą czasów osmańskich, ale prawdziwą skalę osiągnęła w latach wojny domowej 1975–1990, gdy państwo przestało tam istnieć. Od 1992 roku prowadzono kampanie niszczenia upraw, wspierane przez organizacje międzynarodowe i połączone z obietnicami programów zastępczych; obietnice były realizowane w stopniu, który sami mieszkańcy oceniali jako nikły, więc kampanie kolejno wygasały.
20 kwietnia 2020 roku parlament Libanu przyjął ustawę nr 178, dopuszczającą uprawę do celów medycznych i przemysłowych — Liban był pierwszym państwem arabskim, które zrobiło ten krok. Wdrożenie ugrzęzło w kryzysie gospodarczym i przez lata potykało się o powołanie organu regulacyjnego, co jest dobrą ilustracją różnicy między uchwaleniem ustawy a zmianą stanu faktycznego w dolinie.
Warto przy okazji zauważyć rzecz, która rzuca się w oczy przy katalogu odmian: żadna z tradycji śródziemnomorskich nie zostawiła w nazewnictwie hodowlanym praktycznie niczego. Europejska hodowla nie czerpała materiału z Maghrebu ani z Libanu, tylko z zupełnie innego rejonu — i to jego nazwy zostały w katalogach.
Druga wielka strefa tradycji ciągnie się od północnego Afganistanu przez pakistańskie doliny Hindukuszu i Karakorum po subkontynent i Azję Środkową. Dla polskiego czytelnika jest ona o tyle bliższa, że to stamtąd pochodzą nazwy, na które trafia się dziś w katalogu odmian.
W Afganistanie tradycję mają przede wszystkim północ — Balch, Kunduz i okolice Mazar-i-Szarif — oraz południe wokół Kandaharu. Formalny zakaz wprowadzono tam w 1973 roku, za rządów Mohammada Dauda Chana, pod naciskiem administracji amerykańskiej; nie przerwał on ani upraw, ani obrotu. Badania terenowe Biura Narodów Zjednoczonych do spraw Narkotyków i Przestępczości z lat 2009–2010 szacowały areał na kilkanaście tysięcy hektarów i wskazywały Afganistan jako jedno z dwóch najważniejszych źródeł tego wyrobu w skali świata. Po stronie pakistańskiej tę samą rolę odgrywały doliny Czitralu, Swatu i Tirah — nazwy znane z zachodniego piśmiennictwa jako oznaczenia pochodzenia.
Na subkontynencie własną, nieprzerwaną linię ma charas, wyodrębniany w indyjskiej nomenklaturze kolonialnej obok bhang i ganja — i to właśnie ten trójpodział badała komisja z lat 1893–1894. W Nepalu handel odbywał się jawnie, na podstawie państwowych licencji, aż do ich wygaszenia w 1973 roku i uchwalenia ustawy narkotykowej w 1976. W Azji Środkowej osobną historię ma kirgiska dolina Czuj, gdzie konopie rosną dziko na obszarze liczonym w tysiącach hektarów — to pozostałość po radzieckich uprawach włóknistych i oleistych, prowadzonych tam legalnie przez dziesięciolecia.
Ślad tego korytarza widać w nazwach haseł katalogowych i jest to ślad geograficzny, nie techniczny. Hindu Kush zapisuje pasmo górskie ciągnące się przez osiemset kilometrów z Afganistanu do Pakistanu, Afghani — kraj, Mazar — miasto na północy, Afghan Kush jedno i drugie naraz, a Master Kush należy już do rozrośniętej rodziny nazw z tym członem, którą opisuje osobny tekst o odmianach Kush. Wyjątkiem jest Hash Plant — jedyna popularna nazwa katalogowa, która powtarza omawiane tu słowo wprost i zapisuje regionalne przeznaczenie surowca zamiast miejsca. Wschodnie krańce tej strefy zostawiły z kolei South Indian Sativa i Thai.
Jedno zastrzeżenie trzeba przy tym postawić wprost: nazwa geograficzna w katalogu opisuje tradycję nazewniczą, a nie potwierdzone pochodzenie konkretnego materiału. Zapisuje, skąd — zdaniem osoby, która nadała nazwę — coś przyszło, i nic ponadto.
W prawie międzynarodowym haszysz pojawił się osobno i wcześniej niż sama roślina, i to jest w tej historii szczegół najmniej znany. Pierwsza konwencja opiumowa, haska z 1912 roku, konopi nie objęła — temat podniesiono na wniosek Włoch, ale skończyło się na zaleceniu dalszych badań.
Przełom nastąpił na drugiej konferencji opiumowej w Genewie. Delegat egipski Mohammed El Guindy wystąpił z obszernym referatem, powołując się na sytuację w swoim kraju, a powołana podkomisja zajęła się trzema kwestiami: definicją konopi indyjskich, odróżnieniem surowca roślinnego od wydzieliny oraz ograniczeniem obrotu do celów medycznych i naukowych. Konwencja podpisana 19 lutego 1925 roku zobowiązała strony do kontroli obrotu międzynarodowego konopiami indyjskimi, a w szczególności ich wydzieliną. To ta druga pozycja — nie ziele — była właściwym przedmiotem regulacji.
Polska miała wtedy własne przepisy już od dwóch lat. Ustawa z 22 czerwca 1923 roku w przedmiocie substancyj i przetworów odurzających (Dz.U. 1923 nr 72 poz. 559), wydana w wykonaniu zobowiązań haskich, wymieniała w swoim wykazie zarówno konopie indyjskie, jak i sam haszysz — obok opium, morfiny, kokainy i heroiny. Polskie słowo „haszysz” trafiło więc do Dziennika Ustaw wcześniej niż do konwencji genewskiej.
Jednolita konwencja o środkach odurzających z 1961 roku, która obowiązuje do dziś, utrzymała rozdzielenie pozycji: ziele konopi i wydzielina konopi figurują w niej osobno, obie w wykazie I i obie dodatkowo w wykazie IV, czyli najostrzejszym. Konwencja przewidziała też okresy przejściowe dla państw, w których tradycyjne stosowanie było zakorzenione — miały je wygasić w ciągu ćwierćwiecza. Właśnie te przepisy zamknęły formalnie epokę licencjonowanych sklepów w Katmandu i tolerowanych lokali w kilku innych miejscach regionu.
Ostatnia data w tej chronologii to 2 grudnia 2020 roku. Komisja Środków Odurzających ONZ w Wiedniu, rozpatrując zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia z 2019 roku, wykreśliła konopie i ich wydzielinę z wykazu IV konwencji z 1961 roku, pozostawiając obie pozycje w wykazie I. Głosowanie zakończyło się wynikiem 27 do 25 przy jednym wstrzymującym się — po niemal stu latach od Genewy podział głosów pozostał więc niemal równy.
W klasycznym arabskim ḥašīš należy do pola znaczeniowego siana: „trawa”, „suche ziele”, „pasza”. Węższe znaczenie przybrała forma z rodzajnikiem określonym, poświadczona w tekstach z XII–XIII wieku. To nazwa z założenia omowna, zbudowana tak samo jak angielskie grass czy polskie „ziele”. Do polszczyzny wyraz przyszedł dopiero w XIX wieku, przez francuski i niemiecki zapis.
Nie ma na to żadnego potwierdzenia w źródłach. Przezwisko ḥašīšiyya, poświadczone od 1123 roku, pojawia się wyłącznie w tekstach polemicznych ich przeciwników, nigdy w źródłach izmailickich, i przypinano je głównie nizarytom syryjskim. Marshall Hodgson (1955), Bernard Lewis (1967) i Farhad Daftary (1994) czytają je jako obelgę o znaczeniu bliskim „hołota”. Etymologia europejskiego słowa „asasyn” jest natomiast prawdziwa — pochodzi od tego przezwiska.
Generał Jacques-François Menou, dowódca francuskiej armii Wschodu w Egipcie, rozkazem z 8 października 1800 roku. Zakazywał on uprawy, sprzedaży i spożycia oraz nakazywał zamknięcie lokali, w których rzecz podawano. Wbrew wersji powtarzanej w wielu tekstach nie był to zakaz Napoleona — Bonaparte przebywał wtedy od kilkunastu miesięcy we Francji. Wcześniejsze zakazy, mameluckie i osmańskie, funkcjonowały w zupełnie innym porządku prawnym.
Paryskim kółkiem działającym w latach 1844–1849 w hotelu Pimodan na wyspie Świętego Ludwika, skupionym wokół psychiatry Jacques’a-Josepha Moreau de Tours, dla którego spotkania były materiałem do pracy Du hachisch et de l’aliénation mentale (1845). Bywali tam Gautier, Baudelaire, Nerval, Dumas i Delacroix. Nazwa nawiązywała do rozprawy Silvestre’a de Sacy o asasynach, a relacja Gautiera z 1846 roku jest utworem literackim, nie protokołem.
Farmakopea brytyjska usunęła je w 1932 roku, amerykańska w 1941. Złożyły się na to polityka i farmacja naraz: amerykańska ustawa podatkowa z 1937 roku uczyniła ich przepisywanie praktycznie niewykonalnym, ale niezależnie od niej surowiec był niejednorodny i nie było czym zmierzyć jego składu, preparatów nie dawało się podać strzykawką podskórną, a konkurencję wygrały związki syntetyczne o znanej budowie.
Materiał ma charakter informacyjny i encyklopedyczny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do stosowania. Medyczna marihuana jest w Polsce dostępna wyłącznie na receptę, a o doborze produktu decyduje lekarz prowadzący.
Opisujemy odmiany na podstawie deklaracji producentów i dokumentacji hodowlanej. Gdy dane nie istnieją, zapisujemy to wprost, zamiast podawać domysł.
A co z tzw blonde hashem? Czy go się po prostu nie podgrzewa?
Liczbę 420 ukuła w 1971 roku piątka uczniów San Rafael High School w kalifornijskim hrabstwie Marin. Umawiali się na 16.20 pod szkolnym…
Używamy plików cookie niezbędnych do działania strony. Za Twoją zgodą chcemy też mierzyć ruch i wyświetlać reklamy. Zgody nie musisz udzielać — strona działa bez niej tak samo. Polityka prywatności