Przejdź do treści
Botanika i genetyka

Chemotypy konopi — klasyfikacja chemiczna i co naprawdę oznacza

odmianymarihuany · · zaktualizowano 2 sierpnia 2026 · 17 min czytania
Chemotypy konopi — klasyfikacja chemiczna i co naprawdę oznacza — ilustracja do artykułu

Chemotypy konopi to klasy chemiczne wyróżnione według stosunku Δ9-tetrahydrokannabinolu do kannabidiolu w jednej roślinie: chemotyp I, w którym przeważa THC, chemotyp II z obiema substancjami w porównywalnych proporcjach i chemotyp III z przewagą CBD. Podział ogłosili w 1973 roku kanadyjski botanik Ernest Small i chemik H. D. Beckstead. Do trzech pierwotnych klas dołączyły później dwie kolejne. O przynależności rozstrzyga układ dwóch alleli w jednym miejscu genomu, więc roślina wschodzi z nasiona z gotowym chemotypem.

To zdanie ma jedno praktyczne przedłużenie, które warto postawić od razu: chemotyp nie jest ani decyzją hodowcy, ani parametrem ustawianym w trakcie wzrostu, ani cechą, którą da się ocenić wzrokiem. Jest wynikiem losowania, które odbyło się w momencie zapylenia. Poniżej: skąd wzięła się ta klasyfikacja i dlaczego powstała w Kanadzie, dlaczego jej kryterium jest ilorazem, a nie liczbą, co dokładnie dzieje się w komórce, jak allele BT i BD rozchodzą się w krzyżówkach, czym są chemotypy IV i V oraz w jaki sposób pięćdziesięcioletnia klasyfikacja botaniczna wrosła w przepisy — i gdzie się z nimi rozjeżdża.

Skąd wzięły się chemotypy konopi: pytanie z sali sądowej

Klasyfikacja nie powstała z ciekawości botaników. Powstała, bo na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku w sądach Ameryki Północnej upowszechniła się linia obrony nazywana później obroną gatunkową. Przepisy karne wymieniały z nazwy Cannabis sativa L. Obrońcy dowodzili, że zabezpieczony materiał mógł należeć do innego gatunku — Cannabis indica Lam., opisanego przez Lamarcka w 1785 roku, albo Cannabis ruderalis Janisch. z 1924 roku — a jeśli tak, to opis czynu nie odpowiadałby stanowi faktycznemu. Sądy zaczęły powoływać biegłych botaników i okazało się, że botanika nie ma gotowej odpowiedzi: rodzaj Cannabis od dwustu lat dzielono na gatunki i scalano w jeden, zależnie od szkoły i od tego, jakim materiałem akurat dysponowano.

W Kanadzie pytanie trafiło do Ernesta Smalla, botanika rządowej służby rolniczej w Ottawie. Small zgromadził jeden z największych ówczesnych legalnych zbiorów materiału konopnego z całego świata i wysiał go w jednym miejscu, na polach doświadczalnych Central Experimental Farm. Ten zabieg — po angielsku common garden — jest w botanice narzędziem rozstrzygającym: jeśli rośliny o różnym pochodzeniu rosną obok siebie, w tej samej glebie i tym samym klimacie, to różnice, które między nimi zostaną, muszą być dziedziczne. Analizy chemiczne prowadził H. D. Beckstead, chemik z pionu ochrony zdrowia kanadyjskiego resortu zdrowia i opieki społecznej, czyli z laboratorium, które na co dzień wykonywało oznaczenia na potrzeby postępowań karnych. Rozdzielano chromatografią gazowo-cieczową, metodą, która w tamtej dekadzie dopiero zaczynała być rutyną.

Wyniki z około 350 pozycji materiału ogłoszono w 1973 roku dwukrotnie: krótko w „Nature” (tom 245, s. 147–148) i szczegółowo w „Lloydii” (tom 36, s. 144–165), pod tytułem mówiącym wprost, o co chodziło — Common cannabinoid phenotypes in 350 stocks of Cannabis. Najważniejsze w tych danych było to, czego w nich nie było. Gdyby zawartość obu związków zmieniała się płynnie, wykres dałby jedną chmurę punktów i żaden podział nie miałby sensu. Tymczasem próbki układały się w wyraźne skupienia. Small i Beckstead nazwali je fenotypami chemicznymi i ponumerowali; słowo „chemotyp”, zapożyczone z monografii węgierskiego farmakognosty Pétera Tétényiego z 1970 roku, przylgnęło do nich dopiero w następnych latach.

Z tego samego materiału wyszła obserwacja geograficzna, którą do dziś się cytuje i do dziś przycina: w zbiorach Starego Świata pozycje pochodzące z okolic na północ od mniej więcej trzydziestego równoleżnika należały przeważnie do klasy z przewagą CBD, a pozycje z niższych szerokości — do klasy z przewagą THC. Była to prawidłowość statystyczna, nie granica. Materiał z pasa afgańsko-himalajskiego, do którego odsyłają katalogowe nazwy Afghani i Hindu Kush, leży na północ od tej linii, a chemicznie zachowuje się jak materiał południowy. Populacje spod równika i z półkuli południowej — te, których echem są nazwy Thai, Colombian Gold, Acapulco Gold czy Durban Poison — mieściły się w regule, ale sama reguła miała zbyt wiele wyjątków, żeby cokolwiek na niej opierać.

Odpowiedź, którą Small przedstawił sądom, brzmiała: to jeden gatunek, a materiał różni się nie gatunkiem, lecz klasą chemiczną. Rozwinął ją w wydanej w 1979 roku dwutomowej pracy The Species Problem in Cannabis. Obrona gatunkowa przestała działać, a numeracja pomyślana jako narzędzie porządkowania zielnika zaczęła żyć własnym życiem — najpierw w genetyce, potem w rozporządzeniach.

Kryterium, które przetrwało pół wieku: iloraz zamiast liczby

Sedno klasyfikacji Smalla i Becksteada mieści się w jednym rozstrzygnięciu metodologicznym: klasę wyznacza stosunek Δ9-THC do CBD, a nie zawartość którejkolwiek z tych substancji. Chemotyp I to materiał, w którym iloraz jest wyraźnie większy od jedności, chemotyp III — wyraźnie mniejszy, chemotyp II — bliski jedności, czyli taki, w którym obie substancje występują obok siebie w porównywalnym udziale. Wartości graniczne między klasami były i pozostają konwencją; późniejsi autorzy proponowali ostrzejsze odcięcia, żeby klasa II nie rozlewała się na sąsiednie, ale sama zasada podziału nie została ruszona.

Powód, dla którego akurat iloraz okazał się trwały, jest czysto praktyczny. Proporcja zachowuje się prawie jak cecha jakościowa — roślina do klasy należy albo nie należy, a powtórzony pomiar daje ten sam wynik. Zawartości bezwzględne zachowują się jak cecha ilościowa: zależą od tego, którą część rośliny pobrano do badania, w jakim momencie rozwoju, z jakiego stanowiska i jak próbkę przechowywano. Ta sama roślina potrafi dać liczby różniące się kilkakrotnie, nie zmieniając przy tym klasy ani o krok. Klasyfikacja oparta na zawartości rozsypałaby się w pierwszej dekadzie; oparta na proporcji przetrwała pięćdziesiąt lat i przeżyła zmianę wszystkich używanych wtedy metod analitycznych.

Stąd bierze się najczęstsze nieporozumienie wokół tego pojęcia. Chemotyp nie jest miarą niczego. Nie mówi, ile substancji roślina zgromadziła — mówi wyłącznie, w jakich proporcjach względem siebie. Roślina chemotypu I z bardzo małą pulą kannabinoidów i roślina chemotypu I z pulą kilkunastokrotnie większą należą do dokładnie tej samej klasy, bo pytanie o wielkość puli jest osobnym pytaniem, o innym podłożu genetycznym i innej wrażliwości na warunki. Numer klasy nie jest więc oceną, stopniem ani miejscem w żadnym szeregu.

Do tego dochodzi drobiazg analityczny, o który potykają się porównania między publikacjami. W żywej roślinie obie substancje występują niemal wyłącznie w postaci kwasów — jako THCA i CBDA — i dopiero czas oraz temperatura zamieniają je w formy neutralne, do których odnoszą się nazwy THC i CBD. Small i Beckstead pracowali metodą, która obu postaci nie rozdziela, i podawali sumy; nowsze prace rozdzielają je i podają osobno. Dla przynależności do klasy nie ma to znaczenia, bo iloraz form kwasowych i iloraz form neutralnych są niemal takie same, ale przy zestawianiu konkretnych liczb z różnych źródeł ma znaczenie zasadnicze.

Jedna cząsteczka wyjściowa i dwa enzymy, które o nią konkurują

Dlaczego w ogóle powstają klasy, a nie płynne przejścia? Odpowiedź leży w budowie szlaku biosyntezy, rozpracowanego w latach dziewięćdziesiątych przez japoński zespół Yukihiro Shoyamy, Futoshi Taury i Satoshiego Morimoto z Uniwersytetu Kiusiu. Kluczowa okazała się jego architektura: obie substancje nie mają osobnych dróg powstawania, lecz jedną wspólną cząsteczkę wyjściową.

Cząsteczką tą jest kwas kannabigerolowy, w skrócie CBGA, powstający ze związku fenolowego i łańcucha izoprenowego. Na CBGA działają dalej enzymy zwane syntazami, z których każdy przerabia go na coś innego:

  • syntaza THCA zamyka cząsteczkę w pierścień w jeden sposób i powstaje kwas tetrahydrokannabinolowy — enzym wyodrębniono w 1995 roku, a gen kodujący go odczytano w 2004;
  • syntaza CBDA zamyka tę samą cząsteczkę inaczej i powstaje kwas kannabidiolowy — enzym opisano rok po poprzednim, w 1996;
  • syntaza CBCA prowadzi do kwasu kannabichromenowego, obecnego zwykle w niewielkim udziale, ale u części materiału całkiem wyraźnego.

Wszystkie trzy są enzymami tego samego typu, ich sekwencje są do siebie bardzo podobne, a co najważniejsze — konkurują o ten sam substrat. Reakcja zachodzi poza żywą komórką, w przestrzeni pod kutykulą główki włoska gruczołowego, dokąd rośliny wydzielają zarówno enzymy, jak i cząsteczkę wyjściową; wydzielina gromadzi się tam i tam też zbierają się produkty.

Podobieństwo tych trzech enzymów nie jest przypadkowe. Ich sekwencje pokrywają się w kilkudziesięciu procentach, a taki stopień zgodności jest w genetyce podpisem wspólnego pochodzenia: przyjmuje się, że powstały przez powielenie jednego genu przodka i późniejsze rozejście się kopii. Wystarczyło, by w kopii zmieniło się kilka aminokwasów w miejscu, którym enzym chwyta substrat, żeby zaczęła zamykać tę samą cząsteczkę w inny pierścień. Konsekwencja jest taka, że geny obu syntaz leżą w genomie blisko siebie — nie dlatego, że tak je komuś wygodnie opisywać, tylko dlatego, że są rodzeństwem. Bez tego faktu model dziedziczenia, do którego zaraz przejdziemy, nie miałby prawa działać.

Konsekwencja tego układu jest mechaniczna i wyjaśnia całą klasyfikację naraz. Jeśli roślina ma wyłącznie sprawną syntazę THCA, cała pula CBGA idzie w jedną stronę — powstaje chemotyp I. Jeśli ma wyłącznie syntazę CBDA, w drugą — chemotyp III. Jeśli ma obie, obie czerpią z tej samej puli, każda zabiera swoją część i w roślinie znajdują się oba produkty naraz — to jest chemotyp II, i to nie jako mieszanina dwóch roślin ani stan pośredni, lecz jako bezpośredni skutek obecności dwóch enzymów w jednej główce gruczołowej. A jeśli żadna z syntaz nie działa, CBGA zostaje nieprzerobiony i gromadzi się w postaci wyjściowej — o tym za chwilę.

Locus B, allele BT i BD: chemotyp jako cecha mendlowska

Formalny model dziedziczenia opublikował w 2003 roku w czasopiśmie „Genetics” zespół, w którym pracowali Etienne de Meijer, Giuseppe Mandolino i współpracownicy z włoskiego instytutu roślin przemysłowych w Bolonii. Praca nosiła tytuł The inheritance of chemical phenotype in Cannabis sativa L. i sprowadzała rzecz do zdumiewająco prostego opisu: za przynależność do klas I, II i III odpowiada jedno miejsce w genomie, oznaczone jako locus B, w którym mogą siedzieć dwa allele.

Allel BT koduje sprawną syntazę THCA. Allel BD koduje sprawną syntazę CBDA. Ponieważ roślina ma po jednym komplecie chromosomów od każdego z rodziców, w locus B może mieć układ BT/BT, BT/BD albo BD/BD — i te trzy układy odpowiadają dokładnie chemotypom I, II i III. Allele są współdominujące, co jest tu terminem ścisłym, a nie ozdobnikiem: przy współdominacji heterozygota nie daje cechy pośredniej ani nie ukrywa jednej wersji pod drugą, tylko ujawnia obie jednocześnie. Roślina BT/BD wytwarza oba enzymy i dlatego ma oba produkty.

Z modelu wynikają przewidywania, które można sprawdzić w jednym pokoleniu — i to właśnie ich sprawdzalność jest tu najmocniejszym argumentem. Wyniki krzyżówek układają się tak:

Rodzice Ich układy alleli Potomstwo Co z tego wynika
chemotyp I × chemotyp I BT/BT × BT/BT całe w klasie I klasa I odtwarza się wiernie z nasion
chemotyp III × chemotyp III BD/BD × BD/BD całe w klasie III podstawa hodowli odmian wpisywanych do rejestrów
chemotyp I × chemotyp III BT/BT × BD/BD całe w klasie II klasa II powstaje ze skrzyżowania dwóch klas skrajnych
chemotyp II × chemotyp II BT/BD × BT/BD 1 : 2 : 1 — I : II : III klasa II nie utrwala się i rozpada w każdym pokoleniu
chemotyp II × chemotyp III BT/BD × BD/BD połowa w klasie II, połowa w III jeden allel BT wystarczy, by połowa potomstwa wypadła z klasy III

Rozkład 1 : 2 : 1 to ten sam rozkład, który Mendel opisał na grochu, tyle że zamiast barwy kwiatu odczytuje się go chromatografem. Modelu nie trzeba przyjmować na wiarę: wystarczy wysiać potomstwo dwóch roślin klasy II i policzyć, w jakich proporcjach rozejdzie się na trzy grupy. Zgodność z przewidywaniem jest w opublikowanych danych na tyle dobra, że model przeszedł do podręczników.

Dwa doprecyzowania trzymają go przy ziemi. Po pierwsze, obie syntazy nie pracują z jednakową wydajnością, więc w roślinach klasy II proporcja rzadko wypada dokładnie pół na pół — szala zwykle przechyla się w jedną stronę, co przypisuje się większej sprawności jednej z nich. Po drugie, dziedziczy się proporcja, a nie wielkość puli. Ile w ogóle powstanie kwasu kannabigerolowego, ile będzie włosków gruczołowych i jak długo będą pracować — to cechy pod kontrolą wielu genów naraz i mocno zależne od warunków. Locus B rozstrzyga o kierunku przemiany, nie o jej skali.

Chemotyp IV i V: kiedy szlak zatrzymuje się wcześniej albo nie rusza wcale

Numeracja Smalla i Becksteada kończyła się na trójce, bo w ich materiale nic więcej się nie pojawiło. Dwie kolejne klasy dopisano później i — warto o tym pamiętać — są to numery nadane zwyczajowo, a nie kontynuacja tamtej publikacji.

Chemotyp IV to rośliny, w których przeważa sam kwas kannabigerolowy, czyli cząsteczka wyjściowa całego szlaku. Zauważyli je w 1987 roku francuscy badacze, wśród nich Gérard Fournier, w materiale krajowych linii włóknistych; opis ukazał się w „Planta Medica”. Mechanizm okazał się elegancki w swojej prostocie: w locus B siedzi wtedy allel oznaczany B0, który koduje białko o znikomej aktywności. Enzym formalnie jest, ale nie przerabia substratu, więc CBGA gromadzi się nieprzetworzony. Allel jest recesywny wobec obu pozostałych — wystarczy jedno BT albo jedno BD, żeby przemiana ruszyła i roślina wróciła do jednej z klas podstawowych. Model dziedziczenia tych roślin de Meijer i Hammond opisali w 2005 roku w „Euphytice”. Na tej podstawie powstały francuskie odmiany rolnicze z rodziny Santhica, w których praktycznie nie ma ani THC, ani CBD. Klasa IV jest przy tym najlepszym dowodem na to, że numeracja opisuje szlak przemian, a nie skalę: roślina zatrzymuje się o jeden krok przed rozwidleniem, więc pytanie „czego w niej więcej” traci sens, bo nie doszło do żadnego wyboru między dwiema drogami.

Chemotyp V to rośliny praktycznie pozbawione kannabinoidów — nie z przewagą jednego z nich, tylko bez wykrywalnej zawartości któregokolwiek. Opisał je ten sam zespół w 2009 roku, w czwartej części tej samej serii publikacji. Tu locus B nie ma nic do rzeczy: odpowiada za to recesywny allel w miejscu genomu niezależnym od B, przerywający szlak jeszcze zanim powstanie cząsteczka wyjściowa. Roślina może mieć w locus B dowolny układ alleli i mimo to nie wytworzy niczego, bo brakuje surowca. To sytuacja rzadka, znana głównie z materiału doświadczalnego.

Ta sama seria prac dołożyła jeszcze jeden wątek, który psuje prostotę modelu w pouczający sposób: udział kwasu kannabichromenowego w profilu dziedziczy się osobno, niezależnie od locus B, co opisano w części trzeciej z 2009 roku. Innymi słowy — pięć klas nie wyczerpuje możliwych układów, bo szlak ma więcej niż jedno rozgałęzienie, a każde rozgałęzienie ma własną genetykę. Klasyfikacja chemotypowa jest siatką nałożoną na tę zmienność, a nie jej pełnym opisem.

Czego z chemotypem nie da się zrobić — i dlaczego model jednego locus jest przybliżeniem

Skoro klasę wyznacza układ alleli, to wniosek jest jednoznaczny i nie ma od niego wyjątków: chemotypu nie da się zmienić. Żadne warunki, w jakich roślina rośnie, nie przerobią układu BD/BD na BT/BT, bo do tego trzeba by wymienić geny, a nie okoliczności. Zmienić można wielkość puli — ta bywa różna nawet między dwiema gałęziami jednej rośliny — natomiast kierunek przemiany jest przesądzony w chwili zapylenia. Hodowca też niczego tu nie „ustawia”: może jedynie dobrać rodziców o znanych układach alleli i przyjąć konsekwencje z tabeli powyżej. Selekcja przesuwa częstości alleli w populacji przez pokolenia; pojedynczej roślinie nie robi nic.

Wynika z tego również, że chemotypu nie widać. Rośliny klas I i III bywają nie do odróżnienia gołym okiem, bo cechy pokroju, barwy i budowy liścia rozstrzygają się w zupełnie innych miejscach genomu. Właśnie po to wprowadzono kiedyś pojęcie chemotypu — dla populacji nierozróżnialnych morfologicznie, a odmiennych składem. Klasę ustala analiza laboratoryjna albo test genetyczny; oględziny nie ustalają jej wcale.

Ostatnie dwadzieścia lat dołożyło do modelu istotne zastrzeżenie. Odczyty genomu pokazały, że rejon, w którym leżą geny obu syntaz — w nowszych zestawieniach przypisywany chromosomowi siódmemu — jest nasycony sekwencjami powtarzalnymi, a same geny występują w wielu kopiach, z których część to pseudogeny pozbawione funkcji. Prace zespołu George’a Weiblena z 2015 roku wykazały to wprost. „Jeden locus” jest więc skrótem myślowym: to raczej ciasno powiązany blok sekwencji, który w krzyżówkach dziedziczy się jak jedna jednostka, bo rekombinacja rzadko go rozcina. Model mendlowski działa dlatego, że blok zachowuje się jak gen, a nie dlatego, że nim jest — i to jest typowa historia pierwszych modeli genetycznych, gdy dociera do nich sekwencjonowanie.

Warto też rozdzielić chemotyp od porządku, w jakim ułożony jest ten katalog. Przypisanie odmiany do indiki, sativy albo hybryd jest kategorią pochodzenia hodowlanego i biegnie w poprzek klas chemicznych: Northern Lights, Skunk #1 i Haze mają zupełnie różne rodowody, a pod względem chemotypowym siedzą w tej samej klasie, bo wszystkie zbudowano z materiału niosącego allel BT. Podział ten opisuje pochodzenie hodowlane rośliny, a nie sposób, w jaki wpływa ona na organizm. Wyjątki w katalogu istnieją i widać po nich, skąd się wzięły — Charlotte’s Web to linia wyprowadzona pod kątem przewagi CBD, czyli materiał z ustalonym układem BD/BD, a nie odmiana, która „stała się” taka w trakcie prowadzenia.

Jak klasyfikacja weszła do przepisów i gdzie się z nimi rozjeżdża

Tu tkwi paradoks wart nazwania po imieniu. Ustawodawcy na całym świecie dzielą konopie na dwie kategorie prawne, opierając się na tej samej chemii, którą Small i Beckstead mierzyli w Ottawie — ale żaden znany przepis nie posługuje się numerem chemotypu. Przepisy operują progiem zawartości, czyli dokładnie tą wielkością, którą klasyfikacja świadomie odrzuciła jako niestabilną.

Porządek prawny Próg Co się mierzy
Polska — ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii 0,3 % suchej masy (do 2022 r. 0,20 %) suma Δ9-THC i kwasu tetrahydrokannabinolowego w wierzchołkach kwiatowych i owocujących
Unia Europejska — przepisy o wspólnej polityce rolnej 0,3 % (do kampanii 2023 r. 0,2 %) zawartość oznaczana urzędową metodą na próbach pobranych z pola
Stany Zjednoczone — ustawa rolna z 2018 r. 0,3 % suchej masy ustawa mówi o Δ9-THC, przepisy wykonawcze — o sumie z formą kwasową
Szwajcaria, Czechy 1 % ten sam typ oznaczenia, inna wartość graniczna

Rozjazd między prawem a genetyką ma trzy warstwy i każda bywa źródłem realnych sporów. Pierwsza: próg mierzy ilość, a genetyka rozstrzyga o proporcji. Roślina klasy III z bardzo dużą pulą kannabinoidów potrafi przekroczyć wartość graniczną, mimo że pod względem klasy chemicznej niczym nie różni się od materiału rolniczego — w anglojęzycznym żargonie branżowym mówi się wtedy o partii „gorącej”, a konsekwencją bywa nakaz zniszczenia uprawy, która była zgłoszona i prowadzona zgodnie z przepisami. Druga: klasa II praktycznie nigdy nie mieści się w progu, bo obecność sprawnej syntazy THCA oznacza, że część puli zawsze pójdzie w stronę THC. Prawo nie zakazuje więc chemotypu II wprost, tylko wyklucza go liczbowo. Trzecia: różnice w tym, co się sumuje. Polski przepis wymienia obie formy z nazwy, amerykańska ustawa mówi o samym Δ9-THC, a dopiero akty wykonawcze każą liczyć sumę — i różnica między tymi dwoma sposobami liczenia potrafi przesądzić o legalności tej samej partii materiału.

Praktyczną odpowiedzią hodowców na tę mozaikę było utrwalenie układu BD/BD w odmianach zgłaszanych do urzędowych katalogów — bo tylko homozygota daje potomstwo, które w całości zostaje w klasie III. Ponieważ konopie są wiatropylne i dwupienne, a pyłek bywa notowany kilkanaście kilometrów od źródła, pojedynczy allel BT, który trafi do populacji z zewnątrz, wraca po jednym pokoleniu jako połowa potomstwa poza klasą. Od połowy pierwszej dekady XXI wieku dostępne są markery molekularne rozpoznające, który allel siedzi w locus B, więc partię nasion można sklasyfikować, zanim cokolwiek wzejdzie. Prawo nadal jednak wymaga oznaczenia chemicznego z pola — dowodem pozostaje liczba, nie genotyp.

Widać w tym całą drogę pojęcia. Pytanie, na które klasyfikacja miała odpowiedzieć, brzmiało „ile jest gatunków konopi” i zadał je sąd. Odpowiedź brzmiała: jeden gatunek, kilka klas chemicznych, dziedziczonych w sposób, który da się zapisać jedną literą i dwoma indeksami. Pół wieku później ta odpowiedź stoi u podstaw definicji ustawowych na trzech kontynentach — przełożona jednak na wielkość, której sami jej autorzy uznali za zbyt chwiejną, żeby na niej cokolwiek opierać.

Pytania o chemotypy, allele i progi ustawowe

Ile jest chemotypów konopi?

Klas podstawowych jest trzy — I, II i III — i te pochodzą z pracy Smalla i Becksteada z 1973 roku. Później dopisano dwie kolejne: chemotyp IV z przewagą kwasu kannabigerolowego, opisany w 1987 roku, oraz chemotyp V, czyli rośliny praktycznie pozbawione kannabinoidów, opisany w 2009. Numery IV i V są konwencją przyjętą zwyczajowo w późniejszym piśmiennictwie, a nie częścią pierwotnej klasyfikacji.

Czy chemotyp można zmienić warunkami, w jakich roślina rośnie?

Nie. Klasę wyznacza układ dwóch alleli w locus B, ustalony w momencie zapylenia i niezmienny przez całe życie rośliny. Warunki wpływają na to, ile substancji w ogóle powstanie, ale nie na proporcję między nimi. Roślina o układzie BD/BD pozostanie w klasie III niezależnie od tego, gdzie i jak wyrosła.

Czym chemotyp różni się od odmiany?

Odmiana albo nazwa handlowa to etykieta odnosząca się do pochodzenia i historii hodowlanej materiału. Chemotyp to wynik oznaczenia, przypisujący roślinę do jednej z klas według proporcji kannabinoidów. Jedna nazwa może obejmować materiał o różnym pochodzeniu, ale przynależność konkretnej rośliny do klasy chemicznej jest jednoznaczna i sprawdzalna analizą.

Skąd wzięły się oznaczenia BT i BD?

Wprowadził je zespół Etienne’a de Meijera w pracy z 2003 roku w czasopiśmie „Genetics”. Litera B oznacza umowną nazwę miejsca w genomie, a indeksy odsyłają do produktu: T do syntazy kwasu tetrahydrokannabinolowego, D do syntazy kwasu kannabidiolowego. Trzeci allel, B0, dopisano dwa lata później dla roślin gromadzących nieprzetworzoną cząsteczkę wyjściową.

Czy chemotyp II to mieszanka dwóch odmian?

Nie. To osobny, dobrze zdefiniowany układ dziedziczny: roślina ma jeden allel BT i jeden BD, więc wytwarza obie syntazy naraz, a te czerpią z tej samej puli substratu. Charakterystyczne jest to, że klasa II nie utrwala się — z potomstwa dwóch takich roślin tylko połowa do niej wraca, a pozostała część rozchodzi się po równo na klasy I i III.

Materiał ma charakter informacyjny i encyklopedyczny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do stosowania. Medyczna marihuana jest w Polsce dostępna wyłącznie na receptę, a o doborze produktu decyduje lekarz prowadzący.

Podziel się: f X
odmianymarihuany

Opisujemy odmiany na podstawie deklaracji producentów i dokumentacji hodowlanej. Gdy dane nie istnieją, zapisujemy to wprost, zamiast podawać domysł.

Dodaj komentarz

Reklama Kliniki konopne — katalog placówekKliniki konopne — katalog placówek